Gospodarki świata (cz. 2) - Wybrane gospodarki europejskie

Gospodarki europejskie - wstęp

Europa to kontynent o niesamowicie barwnej historii. To region kontrastów i podobieństw - również pod względem ekonomicznym. To tutaj narodził się kapitalizm, zajmując miejsce feudalizmu. Tym samym Stary Kontynent - jak wcześniej w historii wielokrotnie - narzucił światu kierunek rozwoju. Dziś utracił już palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie, gdyż nowe koncepcje rodzą się częściej w innych miejscach globu. Mimo to nie można Europie odebrać zasług związanych z ideą integracyjną. Unia Europejska - obok wielu innych, równie ważnych celów - dąży do wyrównania różnic ekonomicznych w swoim obrębie. To podejście z jednej strony wynika z ideałów socjaldemokratycznych (reprezentanci tego nurtu od zawsze mają ogromny wpływ na UE), a z drugiej ze świadomości, że nie tylko zjednoczony, ale i też równomiernie zamożny kontynent jest gwarancją pokoju. Do tego doszła konieczność konkurowania z niezwykle silnym podmiotem, jakim niewątpliwie są Stany Zjednoczone. Żaden kraj w ujęciu pojedynczym nie dorównuje PKB Ameryce, ale gdy weźmie się pod uwagę sumę wszystkich państw członkowskich, różnica ta stanie się minimalna.

Patrząc z góry na Stary Kontynent, warto zastanowić się nad tym, skąd wzięły się tak wielkie różnice w rozwoju gospodarczym poszczególnych państw. Z jednej strony mamy bogate Niemcy, Wielką Brytanię i Francję, a z drugiej biedę Macedonii, Mołdawii i Albanii. Do zestawienia dochodzą też kraje pozornie zamożne - takie jak Hiszpania, Włochy czy Grecja - których kruche fundamenty i koszmarne uchybienia w zarządzaniu wyszły na jaw przy okazji wybuchu światowego kryzysu. Gdzieś po środku znajdują się państwa - nomen omen - Europy Środkowej, takie jak Polska, Czechy czy Węgry, których do grona ubogich zaliczyć już nie można, ale jeszcze nie mieszczą się w klasyfikacji najzamożniejszych podmiotów.

Gospodarki europejskie - Polska

Opóźnienie tej ostatniej grupy, przez które musi ona gonić resztę świata, wynika głównie z czynników historycznych. W przypadku Polski można powiedzieć, że zacofanie ma swoje źródło w XVII i XVIII wieku, kiedy to największy wpływ na funkcjonowanie państwa miała szlachta. Sobiepaństwo, awanturnictwo i brak spojrzenia na interes ogółu doprowadziły ostatecznie do rozbiorów w 1772, 1793 i 1795 r. Kiedy w krajach zachodnich rozwijał się kapitalizm, a rządy sprawowali albo absolutni władcy, albo mądrze kontrolowani przez parlament królowie, w ogromnej terytorialnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów szlachta zrobiła sobie z państwa własny folwark, przy okazji utrzymując wygodny jej system feudalny, nastawiony na maksymalny wyzysk chłopów. Aby zobaczyć, jak bardzo to zjawisko było szkodliwe, wystarczy przypomnieć historię buntów kozackich. Ci dumni ludzie chcieli walczyć u boku Polaków, a nie odrabiać pańszczyznę na rzecz tamtejszych magnatów. Koniec końców ta potężna i wspaniała Rzeczpospolita padła łupem trzech sąsiednich mocarstw - warto wiedzieć, że żaden z agresorów nie miał na czele tak słabego politycznie władcy, jak polscy królowie w tamtym czasie. Stanisław Poniatowski być może był świetnym mecenasem sztuki i przyczynił się do rozwoju kulturalnego kraju, jednak monarchą był beznadziejnym.

Kolejną katastrofą ekonomiczną, jaka spadła na Polskę, była II wojna światowa. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku władze odrodzonego państwa miały przed sobą arcytrudne zadanie - scalenie terenów dawnych trzech zaborów. Można powiedzieć, że to udało się osiągnąć, jednak nie wolno idealizować tamtych czasów. U współczesnych krajan wytworzyła się dziwna tendencja do gloryfikowania wszystkiego, co było związane z II RP. Wydaje się, że z jednej strony jest to nostalgia, z drugiej niewiedza, a z trzeciej - produkt uboczny peerelowskiej propagandy, która starała się jak mogła, by obrzydzić Polakom przedwojenny okres. Warto wiedzieć, że II Rzeczpospolita była krajem bardzo biednym, rozwarstwionym społecznie i z dużym poziomem analfabetyzmu.

System polityczny też - eufemistycznie mówiąc - nie należał do najlepszych. Do 1926 roku Polskę destabilizowała tzw. sejmokracja. Gwałtowne konflikty pomiędzy ugrupowaniami nie pozwalały na dobrze ukierunkowane rządy. Na dodatek łeb podniósł demon nacjonalizmu w postaci Narodowej Demokracji oraz paramilitarnych partyjek-bojówek pokroju ONR. Druga Rzeczpospolita została zhańbiona zamordowaniem pierwszego w historii kraju prezydenta, Gabriela Narutowicza. Musiał zginąć z ręki nacjonalistycznego fanatyka, gdyż został wybrany głosami mniejszości narodowych (w II RP stanowiły ok. ⅓ ludności). Hańbą były też getta ławkowe oraz zasady numerus clausus dla studentów żydowskich. Po zamachu majowym w 1926 roku Polska przekształciła się w państwo autorytarne, rządzone przez klikę marszałka Piłsudskiego. Po jego śmierci w 1935 roku kraj wpadał w coraz większą degrengoladę, co było jedną z przyczyn wrześniowej klęski cztery lata później.

Wojna totalnie zdewastowała Polskę, a powojenne układy geopolityczne odarły ją z ogromnych połaci ziemi. Na dodatek kraj dostał się w strefę wpływów radzieckich, co mocno zaważyło na zapóźnieniu gospodarczym. Naturalnie były też plusy komunistycznego panowania - elektryfikacja, industrializacja, likwidacja analfabetyzmu, reforma rolna - jednak statystyki pokazują bezlitośnie, że bilans ekonomiczny wyszedł grubo na minus. I znów Polska musi gonić Zachód - wobec spowolnienia w rozwiniętych krajach w ostatnich latach zadanie to jest coraz łatwiejsze. Naszemu państwu - oprócz siły gospodarczej - wciąż brakuje jednak właściwej mentalności. Nie bez przyczyny to właśnie u nas notuje się największy odsetek tzw. umów śmieciowych.

Brakuje rozumienia pojęcia obywatelskości i wspólnego dobra, panuje znieczulica i koszmarny egoizm. Podatki postrzegane są jako nachalne utrudniania, a nie jako narzędzie polityki społecznej (wyrównywanie nierówności, pomoc dla wykluczonych) oraz potrzebny wkład do wspólnego budżetu, z którego finansuje się rzeczy korzystne dla wszystkich. Obserwując zniesmaczające doniesienia o “optymalizacjach podatkowych”, czyli, mówiąc wprost, przenosinach zobowiązań fiskalnych polskich firm na Cypr i do Arabii Saudyjskiej, można zadać sobie pytanie: czy gdy w sklepie/fabryce takiego przedsiębiorstwa wybuchnie pożar, na pomoc przyjedzie cypryjska straż pożarna? Czy w przypadku kradzieży lub napaści zainterweniuje saudyjska policja? Polski biznes ma jeszcze sporo do nauczenia się, nim uda mu się doskoczyć do zachodnich standardów.

Gospodarki europejskie - Niemcy

Rys historyczny - wieki dawne

Można powiedzieć, że motorem napędowym niemieckiej gospodarki od średniowiecza wzwyż były miasta rządzone przez cechy bogatych kupców. Wzorzec lokowania miejskiego przeniknął do innych państw, w tym do Polski, co świadczy o jego powodzeniu. Bogactwo miast niemieckich wynikało w dużej mierze z istnienia Hanzy, czyli związku handlowego łączącego m.in Lubekę, Szczecin, Kraków, Gdańsk, Toruń, Dortmund, Kolonię oraz Rygę. Zasługi w rozkwicie gospodarczym ma także religia, a konkretniej protestantyzm, promujący etos ciężkiej pracy.

Odkrycie wielkich złóż węgla (m.in. zagłębie Saary), mądra polityka oraz korzystne cła wynikające z istnienia Związku Celnego sprawiły, że Niemcy szybko dogoniły czołówkę najbardziej uprzemysłowionych krajów. Renesans przeżywało także rolnictwo - Niemcy osiągnęły pozycje największego producenta żywności w 1914, w przededniu Wielkiej Wojny. W drugiej połowie XIX wieku kraj borykał się z odpływem siły roboczej do Stanów Zjednoczonych, które kusiły wysokimi zarobkami i amerykańskim mitem “od pucybuta do milionera”. Tym, co miało nakłonić ludzi

do zostania w Niemczech, była rozwijana przez Bismarcka koncepcja państwa dobrobytu. USA w tamtym czasie nie gwarantowało żadnych rozwiązań tego typu. A żelazny kanclerz wprowadził ubezpieczenia społeczne i emerytalne, zupełne novum.

Konsekwencje II wojny światowej

Partia Hitlera, NSDAP, miała w swojej nazwie słowo “socjalistyczna”, z tego powodu wielu ludzi - nawet wykształconych - wpada w pułapkę znaczeniową, lokując nazistów po lewej stronie sceny politycznej. To wielki błąd. Co prawda polityka gospodarcza hitlerowców zawierała wiele rozwiązań klasyfikowanych jako lewicowe (roboty publiczne, wysokie wydatki państwa, nacjonalizacja), jednak nazizmu w żadnym przypadku nie można nazwać socjalizmem. U podłoża tego ostatniego leży wolność oraz równość dla każdego, bez względu na klasę oraz pochodzenie. Hitler zaś podporządkowywał wszystko mistycznemu narodowi, każdy element systemu miał wnosić swój wkład do rozwoju rasy panów. Zarówno dobro pojedynczej jednostki, jak i gospodarka musiały zostać podporządkowane woli wodza, która była rzekomym odzwierciedleniem woli narodu. To jest socjalizm w zupełnie dowolnym, autorskim rozumieniu Hitlera, z koncepcjami Karola Marksa (którego nauki fuhrer zresztą odrzucał) mającym niewiele wspólnego. To tak, jakbyśmy Koreę Północną uznali za kraj demokratyczny tylko dlatego, że ma “demokratyczna” w nazwie.

Po upadku Hitlera kraj był totalnie zdewastowany. Alianckie naloty dywanowe zniszczyły największe miasta i potężnie nadwerężyły moce przemysłowe. Idąca ze wschodu sowiecka nawała zostawiała za sobą spaloną ziemię. Cios dla Niemiec nadszedł też ze strony samego wodza, który - siląc się na teatralne gesty rodem z oper Wagnera - wydał rozkaz niszczenia tego, czego Alianci jeszcze nie zdążyli zniszczyć. Ten jeden z ostatnich dekretów tracącego kontakt z rzeczywistością fuhrera nie był na szczęście konsekwentnie wypełniany - wielu trzeźwo myślących dowódców wojskowych i cywilnych jawnie go zlekceważyło.

Niemcy utraciły nie tylko podbite przed i w trakcie wojny ziemie, ale także terytoria od wieków znajdujące się w granicach państwa. Szczecin, Wrocław, Legnica, Zielona Góra i wiele innych, mniejszych miast i wsi Germania straciła w wyniku układów jałtańskich i poczdamskich. Przepadły także Prusy ze stolicą w Królewcu, które zostały przyłączone do Związku Radzieckiego i do dziś tworzą eksklawę zwaną Obwodem Kaliningradzkim. Okrojone Niemcy zostały podzielone na strefy wpływów - sowiecką na wschodzie i angielską, amerykańską i francuską (istne kuriozum!) na zachodzie. To, co zostało z przemysłu niemieckiego, było systematycznie rozmontowywane i wywożone do zwycięskich krajów, a na produkcję zostały nałożone bolesne ograniczenia.

Z powyższych informacji wyłania się więc obraz państwa zdemolowanego i upokorzonego. Jak się stało, że Niemcy po II wojnie światowej doświadczyły cudu ekonomicznego i dziś są światową potęgą gospodarczą, zajmując czwarte miejsce na świecie pod względem PKB?

Plan Marshalla

Dojście Hitlera do władzy było spowodowane przede wszystkim wybuchem resentymentów w Republice Weimarskiej, które powstały przez wielkie reparacje wojenne nałożone na Niemcy oraz przez Wielki Kryzys, który szczególnie mocno odbił się na dobrobycie obywateli. Jak wiadomo, powszechna bieda podsyca nastroje radykalne i wynosi na piedestał tych, którzy proponują cudowne lekarstwa na obecną sytuację. Nie rozumieli tego przywódcy zwycięskiej koalicji, którzy w 1919 roku w Wersalu upokorzyli przegranych Niemców. Nie dostrzegali też tego, że na ich oczach rozwija się globalna gospodarka, w której systemy ekonomiczne poszczególnych krajów są ze sobą mocno połączone. Naturalnym odruchem było domaganie się zemsty na prowodyrach Wielkiej Wojny - w perspektywie decyzja bardzo krótkowzroczna. W ostatnich latach kolejnego światowego konfliktu, gdy porażka Osi była już przesądzona, wśród decydentów alianckich znów zaczęła pojawiać się opinia, że Niemcy trzeba zdusić i na zawsze pozbawić możliwości odbudowy. Henry Morgenthau, sekretarz skarbu USA, przedstawił nawet koncepcję przekształcenia byłej III Rzeszy w kraj rolniczy. Jego plan zakładał również rozbiór Niemiec przez sąsiadów i

podział pozostałej części na dwa państwa. Idea ta w pełni odpowiadała ówczesnym nastrojom, nastawionym na zemstę na tak bestialskim narodzie. Mimo to została odrzucona przez prezydenta Roosevelta - ostatecznie Niemcy podzielono na cztery strefy wpływów, które z czasem przekształciły się w dwa wrogie państwa.

Amerykanie - a w szczególności generał George Marshall, najpierw sekretarz stanu, potem skarbu - zauważali, że silna gospodarczo Europa, która nie podda się wpływom Moskwy, może powstać jedynie z udziałem odrodzonych Niemiec. Dostrzegali też konieczność działań zjednoczeniowych na obszarze Stare Kontynentu, mogących oddalić widmo przyszłych konfliktów zbrojnych. Takie wnioski płynęły z raportu byłego prezydenta USA, Herberta Hoovera, który był specjalnym wysłannikiem Trumana w powojennych Niemczech. Dlatego parę lat po wojnie zaczął być wdrażany Europejski Plan Odbudowy (tzw. Plan Marshalla), czyli bogata pomoc ekonomiczna dla zrujnowanych krajów regionu. Największymi beneficjentami wsparcia były Wielka Brytania oraz Francja. Prawie półtora miliarda dolarów (około 9 milardów po obecnym kursie) popłynęło do Niemiec.

W literaturze nie brakuje kontrowersji związanych z wpływem Planu Marshalla na dynamiczny rozwój RFN na przełomie lat 40. i 50. Krytycy wskazują, że pieniądze z USA nie miały wielkiego znaczenia, a zasługi odnowy Niemiec trzeba przypisać ministrowi gospodarki i późniejszemu kanclerzowi Ludwigowi Erhardowi, którego mądra polityka ekonomiczna pchnęła kraj do przodu. Inny sceptyczni badacze twierdzą, że zastrzyk gotówki i kredytów z Ameryki był jedynie jedną z iskierek pobudzających ten pokonany naród do rozwoju. Bezkrytyczni apologeci wolnego rynku wskazują zaś nawet na rzekomą szkodliwość Planu Marshalla, który był oparty na centralnym planowaniu i zewnętrznych dotacjach. Trudno więc jednoznacznie określić, w jakiej skali pomoc z USA przyczyniła się do powojennego rozkwitu gospodarczego Niemiec. Moim zdaniem nieistotna jest ilość pieniędzy, jaka napłynęła do RFN (mniejsza od reparacji płaconych przez to państwo) - ważniejsze jest znaczenie moralne takiego wsparcia. Oto zbrodniczy kraj nie zostaje zburzony, wyludniony i upokorzony. Wręcz przeciwnie - wyciąga się do niego rękę. Proces deindustrializacji Niemiec - popierany i wykonywany głównie przez pałającą żądzą zemsty Francję - zostaje zatrzymany. Dzięki Stanom Zjednoczonym na Starym Kontynencie odżywa myśl zjednoczeniowa, która w ciągu następnych dekad staje się podwaliną Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i współczesnej nam Unii Europejskiej.

Wirtschaft

W powojennych Niemczech prym wiedli chadecy kierowani przez charyzmatycznego kanclerza Konrada Adenaura. Przez wszystkie lata jego rządów fotel ministra gospodarki zajmował wybitny ekonomista Ludwig Erhard, który spopularyzował pojęcie społecznej gospodarki rynkowej. Chodzi o trzecią drogę - gdzieś pomiędzy socjalizmem i kapitalizmem. Połączenie uznania dla siły wolnego rynku z łagodzeniem nierówności społecznych poprzez redystrybucję dochodu, godne prawa pracownicze oraz konsultacje społeczne. Państwo - odmiennie niż w koncepcjach liberałów - nie ma tu pełnić roli nocnego stróża, minimalnie wpływającego na sytuację ekonomiczną. Wręcz przeciwnie - w społecznej gospodarce rynkowej państwo jednocześnie pobudza wzrost gospodarczy i polepsza warunki bytowe ludzi. Takie rozwiązanie doskonale wpasowało się w powojenne realia, stając się standardem uznawanym nawet dzisiaj. Wystarczy spojrzeć na obecne (rządzone zresztą przez CDU) Niemcy lub Francję - rozbudowany socjal, powszechna służba zdrowia oraz konsultacje związkowe to stałe już elementy systemów tych państw.

Społeczna gospodarka rynkowa powstała na bazie doświadczeń wyniesionych z okresu Republiki Weimarskiej i III Rzeszy. Czysty kapitalizm w amerykańskim stylu w połączeniu z biedą po I wojnie światowej i światowym kryzysem wyniósł do władzy Hitlera, który zbudował zmilitaryzowane państwo względnego dobrobytu, niemogące się jednak utrzymać bez podbojów i eksploatacji przyłączonych terytoriów. Trzeba było więc znaleźć nowe rozwiązanie, które gwarantowałoby zarówno zrównoważony rozwój, jak i bezpieczeństwo socjalne społeczeństwa, przekładające się na spokój i brak posłuchu dla radykałów. Czy to właśnie społeczna gospodarka rynkowa przyniosła Niemcom wspaniałe ożywienie? Po części tak, choć to tylko jedno ze źródeł tego sukcesu - wymienić tu trzeba też odważne decyzje Erharda (reforma walutowa oraz uwolnienie cen), zastrzyk finansowy z Planu Marshalla, wielką pracowitość niemieckich robotników oraz sprzyjające wydarzenia (wojna w Korei).

Zjednoczenie

Po II wojnie światowej Niemcy, po raz kolejny w swojej historii, przestały istnieć jako jednolite państwo. Wschodnia część - Niemiecka Republika Demokratyczna - była rządzona przez partię komunistyczną, zachodnia - Republika Federalna Niemiec - po połączeniu się stref okupacyjnych stała się wolnym, demokratycznym państwem, w którym przez wiele lat karty rozdawała chadecja (CDU). Podział ten był potęgowany przez nasilanie się zimnej wojny - symbolem najgorszego okresu walki dwóch mocarstw (ZSRR i USA) o wpływy był Mur Berliński, dzielący stolicę NRD na dwie części. Na fali demokratycznych przemian w Europie - zainicjowanych przez Polskę i słynny Okrągły Stół - wschodnioniemiecki reżim rozpadł się, a kraj znów miał stać się jednym. Proces scalania - trwający w zasadzie do dziś - był bardzo trudny, gdyż pomiędzy RFN a NRD istniały ogromne różnice w gospodarce i mentalności. Do tej pory RFN wpompowało 2 biliony euro we wschodnie landy, a i tak mocno widoczne jest ich zapóźnienie.

Gospodarki europejskie - kraje skandynawskie

Kraje skandynawskie, oprócz bliskości geograficznej, odznaczają się zaskakującą liczbą pokrewnych cech. Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia - wszystkie te państwa mają w wysokim stopniu rozwiniętą pomoc socjalną. Wszystkie zajmują rewelacyjne miejsce na świecie pod względem wskaźnika Giniego, mierzącego nierówności ekonomiczne. Każdy z nich ma niski wskaźnik ubóstwa i duże PKB per capita. Wszystkie państwa skandynawskie odznaczają się wysokim stopniem rozwoju demokracji - ograniczaniem dyskryminacji, demokratyzacją różnych dziedzin życia, szerokim uzwiązkowieniem gospodarki. Co więcej, we wszystkich czterech występuje wielki paradoks - mimo regulacji ekonomicznych i welfare state kraje te odznaczają się bardzo konkurencyjnymi gospodarkami oraz jednymi z najwyższych na świecie wskaźników wolności ekonomicznej. Można powiedzieć, że Skandynawia to unikatowy rejon świata, w którym rozwiązania scricte socjalistyczne funkcjonują w kapitalistycznych systemach - i działają znakomicie, o niebo lepiej niż w jakimkolwiek “czysto socjalistycznym” kraju.

Co zadecydowało o przyjęciu takiego modelu? Na pewno położenie geograficzne, które wpłynęło w Szwecji i Norwegii na pozostanie z daleka od zawieruchy wojennej. Wiele znaczą tez surowce - gaz, ropa, rudy metali oraz drewno (Ikea nieprzypadkowo pochodzi ze Szwecji). W Norwegii funkcjonuje nawet specjalny fundusz, na którym gromadzone są zyski z eksportu ropy naftowej - pieniądze te mają zabezpieczyć system emerytalny i posłużyć nowym pokoleniom. To przykład wspaniałego myślenia perspektywicznego, Norwedzy bowiem dobrze zdają sobie sprawę z tego, że za kilkadziesiąt lat ich platformy wiertnicze na Morzu Północnym staną się jałowe. To podobna droga do tej, którą obrały Zjednoczone Emiraty Arabskie - te zaś intensywnie inwestują w rozwój nowych technologii i budowę infrastruktury turystycznej.

 

Źródła:

http://www.kaczmarek.waw.pl/wp-content/uploads/2010/11/Plan-Marshalla.pdf

http://www.up.krakow.pl/konspekt/34/index.php?i=028

http://www.sbc.org.pl/Content/69328/SE_84.pdf

http://szwecja.adamkowol.info/