Gospodarki świata (cz. 3) - Modele latynoamerykańskie

Gospodarka Ameryki Południowej

Ameryka Południowa to bardzo specyficzny region świata. Cechuje się on wyjątkową niestabilnością - mimo bliskiego sąsiedztwa wyjątkowo solidnych Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, wpływ USA był w tym przypadku często czynnikiem destabilizującym. Kolejne rządy potężnego sąsiada z północy doprowadzały do junt (przewrotów wojskowych), które obalały lewicowe rządy. Taka polityka wynikała wprost z dwóch amerykańskich drogowskazów w dyplomacji: doktryny Monroe oraz doktryny powstrzymywania. Ta pierwsza koncepcja pochodzi z początku XIX wieku i zakłada, że Ameryka Środkowa i Południowa to strefa wpływów Waszyngtonu. Druga dotyczy postawy wobec działań ZSRR w trakcie Zimnej Wojny - chodzi o niedopuszczanie do rozlewania się sowieckich wpływów na kolejne kraje świata.

W latach 2003-2007 Ameryka Południowa notowała rewelacyjne wzrosty PKB na średnim poziomie 5,6% - był to najlepszy gospodarczo okres od przełomu lat 60. i 70. Potem nadszedł kryzys, który, co ciekawe, nie dotknął krajów latynoamerykańskich w takim stopniu, jak resztę świata. Analitycy twierdzą, że stało się tak z powodu utrzymujących się wysokich cen surowców - a takie kraje jak Brazylia, Argentyna czerpią z ich eksportu spore zyski. Warto zaznaczyć, że w ostatnim czasie w tym regionie wzrost PKB szedł w parze z pozytywnymi przemianami społecznymi. Społeczeństwa latynoamerykańskie na najwyższe stanowiska wyniosły przedstawicieli lewicy - i to dało efekty. Porzucono lansowane przez USA neoliberalne recepty, które nie zdały egzaminu. Okazało się, że rola państwa w gospodarce i przemianach społecznych jest nie do przecenienia i nie wolno z niej rezygnować.

Brazylia - latynoamerykański prymus

Warto w tym miejscu przytoczyć przykład Brazylii, w której do 2011 roku dwie kadencje rządził ukochany przez społeczeństwo lewicowy działacz i polityk związkowy Luiz Inacio Lula da Silva. Za jego czasów ten wielki kraj stał się ósmą gospodarką świata, a miliony ludzi wyszły ze skrajnej biedy. Przyjrzyjmy się syntetycznym wskaźnikom: w rankingu HDI, który pokazuje stopień rozwoju kraju, Brazylia w 2000 roku uzyskała wynik na poziomie 0,669, po zakończeniu kadencji udało się jej osiągnąć 0,728 (dla porównania: Polska w 2013: 0,821). Rozwarstwienie społeczne znacznie się obniżyło, ale nadal jest wysokie - indeks Giniego wyniósł w 2012 roku 51,9, podczas gdy w 2000 było to 55,3 (tu im mniejszy wynik, tym lepiej). Według banku światowego odsetek ludzi żyjących w ubóstwie spadł z 21% populacji w 2003 do 11% w 2009 - i nie przestaje spadać. Jeszcze bardziej zaskakująco wyglądają dane na temat PKB per capita - z nieco ponad 3 tysięcy dolarów w 2002 roku do 11,63 tysiąca jedenaście lat później. Brazylia zaczęła się liczyć na świecie, o czym dobitnie świadczy przyznanie Rio de Janeiro organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku.

Za rządów Luli państwo mocno zaangażowało się w przemiany społeczne. Głównym problemem Brazylii była straszna bieda ⅕ mieszkańców. Pomoc władz nie skończyła się jedynie na bezpośrednim wspieraniu pieniężnie żyjących w nędzy. Wdrożono wiele programów, dzięki którym m.in. zbudowano cysterny z wodą w miejscach permanentnie zagrożonych suszą, stworzono dotowane bary, edukowano ludność na temat zdrowego żywienia, rozdawano suplementy diety i witaminy oraz przyznawano tanie kredyty. Największy rozmach miały działania w ramach programy Fome Zero, czyli Zero Głodu.

Urugwaj - lewicowy model

Kolejnym lewicowym fenomenem w Ameryce Południowej jest urugwajski prezydent Jose Mujica, który w latach młodości był członkiem radykalnej partyzantki Tupamaros, która inspirowała się kubańskimi bojownikami rewolucji. Spędził kilkanaście lat w izolowanym więzieniu bez książek i prasy, gdzie niemal oszalał. W 2010 roku został wybrany na prezydenta po Vazquezie, który przyczynił się do pozytywnych zmian w kraju. Mujica większość swojego uposażenia oddaje na cele charytatywne. Mieszka w niewielkim gospodarstwie niedaleko stolicy. Uprawia pole, hoduje zwierzęta. Mówi, że w ten sposób nie odrywa się od problemów zwykłych ludzi. Jeździ trzydziestoletnim garbusem. Stanowi przykład tego, jak rewolucyjny zapał młodości wraz z wiekiem przechodzi w lewicowy pragmatyzm - ciągle pełen ideałów, ale już stonowany przez świadomość ograniczeń i rzeczy nieosiągalnych. Przykładem realnej polityki Mujici jest legalizacja marihuany - walka z gangami narkotykowymi poniosła klęskę, więc prezydent zdecydował, że lepiej będzie spróbować wyciągnąć miłośników popularnej trawki z szarej strefy. Przejawem pragmatyzmu jest też otwarcie Urugwaju na inwestycje zagraniczne, co zostało okupione wieloma ustępstwami na rzecz wielkiego biznesu - widać to zresztą po wysokich (jak na Amerykę Południową) miejscach w rankingu wolności gospodarczej. Skuteczność odrzucenia neoliberalnych recept widać wyraźnie, patrząc na dynamiczny wzrost PKB - np. w 2011 było to 7,5%! Pozytywne zmiany występują również w kwestii PKB per capita, podobnie jak w Brazylii. W 2014 wyniesie ono według prognoz prawie 17,5 tysiąca dolarów, więc niedługo pewnie wyprzedzi Polskę, która może pochwalić się wynikiem 21,2 tysiąca dolarów. Przy czym Urugwaj może pochwalić się relatywnie niskim wskaźnikiem rozwarstwienia dochodów (45,32). Niższe (nieznacznie) są tylko w Argentynie i Wenezueli.

Feminizacja i teologia wyzwolenia

Ciekawą rzeczą jest sfeminizowanie wysokich urzędów w tych krajach - to bez wątpienia osiągnięcie lewicowe. Od 2011 prezydentką Brazylii jest Dilma Rousseff, piastująca wcześniej stanowisko ministry energetyki i szefowej sztabu prezydenta Luli da Silvy, który zresztą zrezygnował na jej rzecz ze startów na kolejne kadencje. W Argentynie rządzi Cristina Fernandez de Kirchner, która zajęła prezydencki fotel po swoim mężu, Nestorze Kirchnerze. Po zeszłorocznym konklawe świat dowiedział się, że od dawna skonfliktowana jest z nowo wybranym papieżem Franciszkiem, który przed wyborem na Tron Piotrowy piastował stanowisko arcybiskupa Buenos Aires. Osią sporu jest stosunek do aborcji, którą duchowny potępia, a lewicowa, prokobieca prezydentka dopuszcza. W Chile drugą kadencję - po pięcioletniej przerwie, bo konstytucja kraju zakazuje następujących po sobie rządów - stery trzyma Michelle Bachelet.

Kolejną charakterystyczną rzeczą dla Ameryki Łacińskiej jest teologia wyzwolenia. To nurt w kościele katolickim, który stara się łączyć lewicowe postulaty z doktryną religijną. Zaznacza się w nim to, co w zasadzie wydaje się oczywiste: rolę Chrystusa jako wyzwoliciela, jako kogoś, kto zaprowadza sprawiedliwość. Trudno zrozumieć, z jakiego powodu oficjalni przedstawiciele katoliccy, w tym sam Jan Paweł II, potępiali i potępiają tę teologię. W końcu postrzeganie Jezusa jako wywrotowca, rewolucjonisty i przyjaciela ubogich nie jest jakimś straszliwym odejściem od tego, co można przeczytać w Nowym Testamencie. Wydaje się więc, że brak poparcia dla lewicy chrześcijańskiej wiąże się z taką samą antylewicową fobią jak w przypadku amerykańskiego wsparcia dla prawicowych zamachów wojskowych w tym regionie.

Gospodarki latynoamerykańskie - podsumowanie

Kraje Ameryki Południowej wyraźnie skręciły na lewo - u sterów władzy są politycy lewicowi, którzy odrzucili narzucane przez USA neoliberalne metody działania. Politycy pragmatycznie porzucający idee rewolucji (no, może poza Chavezem i jego następcą) na rzecz mozolnej pracy u podstaw. To ludzie, którzy wiedzą, że wolny rynek i brak ingerencji ze strony państwa nie wyciągnie milionów z głębokiej biedy. A jednocześnie pamiętają, że komunistyczne eksperymenty skutkują zwykle totalitaryzmem. Kraje południowoamerykańskie mają w pamięci koszmar dyktatury - a niektóre wciąż go przeżywają, tak jak Wenezuelczycy pod butem prezydenta Maduro. Gospodarki z regionu zaskakują wielu stabilnym wzrostem, zmniejszającymi się nierównościami i odpornością na kryzys - oby tak dalej.

Źródła

http://www.inepan.waw.pl/pliki/studia_ekonomiczne/Studia_2013_2_5_Goclowska-Bolek.pdf