Gospodarki świata (cz. 5) - Azjatyckie tygrysy

Nazwa rozdziału tradycyjnie odnosi się do czterech państw w Azji - Korei Południowej, Tajwanu, Singapuru i Hongkongu - ja jednak postanowiłem objąć nią także Chiny. Być może jest to spore naruszenie tej nomenklatury, które wielu oburzy. Trudno - jest to moja autorska koncepcja, publicystyczna - a nie stricte naukowa. Można ją uzasadnić tym, że część etapów modernizacji chińskiej gospodarki opierała się - i opiera nadal - na wzorcach czterech wspomnianych wyżej państw.

Gospodarki świata - Chiny

O Chinach wielu naukowców i publicystów mądrzejszych ode mnie napisało całe tomy, więc nie będę udawał, że uda mi się w niniejszym rozdziale wyczerpująco oddać specyfikę tego wielkiego kraju. Chiny rozwijają się w zastraszającym tempie - pod względem rozmiaru PKB są już drugą gospodarką na świecie, a biorąc pod uwagę siłę nabywczą wewnątrz kraju, pod koniec 2014 roku zajmą fotel lidera. Ale z tymi prognozami Banku Światowego nie zgadzają się… władze samego Państwa Środka. Powód jest nadzwyczaj prozaiczny - taki wynik oznacza, że Chiny zostaną zaklasyfikowane do kategorii krajów rozwiniętych, a to jest nie na rękę partyjnej wierchuszce. Z wyższym statusem wiąże się większa odpowiedzialność, w tym za ochronę środowiska. Chiny chcą za wszelką cenę utrzymać obecne limity emisji gazów, co nie jest niczym dziwnym, biorąc pod uwagę fakt, iż gospodarka tego kraju jest najbardziej energochłonna na świecie. Zapotrzebowanie na prąd jest tam ogromne, stąd też władze inwestują wiele m.in. w spektakularne elektrownie wodne, tak jak ta na Tamie Trzech Przełomów.

Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku Chiny były krajem biednym, z mało wydajną gospodarką opartą na rolnictwie. Obecne PKB Kraju Środka może imponować, to fakt - ale sukces tej gospodarki blednie, gdy weźmie się pod uwagę wskaźnik per capita. A ten jest niziutki, daleko za krajami z pierwszej światowej ligi. Państwo Środka ma kilka elementów wspólnych z Japonią. Oba te kraje rozwijały się w izolacji, z daleka od przeszłych centrów świata, znajdujących się na Starym Kontynencie. Oba mogą pochwalić się bogatą historią, w której miewały swoje czasy potęgi. I oba pragną (lub pragnęły wcześniej) powrotu do dawnej siły. Chiny i Japonię łączy konfucjanizm, wpływający na kolektywistycznie i hierarchicznie nastawioną kulturę, ceniącą ład i posłuszeństwo.

Singapur - liberalny mit

Singapur jest ciekawym krajem ze względu na wielość mitów, które narosły wokół jego sukcesu gospodarczego. Zwolennicy liberalizmu (i libertarianizmu) podają go jako przykład wcielenia swoich idei w życie, robiąc z niego niemal raj na Ziemi. Trudno się dziwić - w końcu zajmuje on regularnie wysokie miejsca (w  tym roku drugie) w rankingu wolności gospodarczej, przygotowywanym przez Heritage Fundation.

Budownictwo mieszkaniowe w Singapurze nie jest domeną firm prywatnych. Aż 82 procent singapurczyków mieszka w domach wybudowanych przez państwową agencję Housing and Developement Board. Praktycznie wszyscy posiadają prawa własności do tych mieszkań (a w zasadzie do 99-letniej dzierżawy). Władze przez lata dbały o to (i dalej dbają), by ograniczyć powstawanie gett. Dlaczego państwo singapurskie wzięło na siebie ten biznes, tak bardzo dochodowy przecież dla prywatnych deweloperów w reszcie świata? To proste - w latach sześćdziesiątych, przed utworzeniem agencji rządowej, własne lokum było niesamowicie kosztowną rzeczą. Politycy uznali, że mieszkanie jest prawem każdego. To nie brzmi jak slogan z liberalnej doktryny, prawda?