Kilka mitów freelancera

Freelancing ostatnimi czasy bije rekordy popularności, a freelancerów wciąż przybywa. Pracodawcy chętniej zatrudniają pracowników na umowę o dzieło lub umowę zlecenie, w ten sposób zmniejszając swoje koszty. Sami freelancerzy decydują się na taką formę zatrudnienia z wielu powodów, jednak głównym z nich staje się możliwość uzyskania większego wynagrodzenia. Z drugiej strony są też tacy, których do takiej decyzji zmusza sytuacja życiowa – opieka nad dziećmi, choroba, brak etatowej pracy.

Niestety większość osób wybiera tę ścieżkę kariery, nie mając o niej pojęcia i kierując się pewnymi stereotypami, które już na stałe zespoliły się z freelancerem, a tak naprawdę mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Tymczasem freelancerskie mity najczęściej tworzą etatowcy – z zazdrości lub z czystej przekory. Efekt jest taki, że przyszli freelancerzy podążając za kliszami, decydują się na ten rodzaj zatrudnienia, po czym z pełnym impetem spadają na ziemię, bo okazuje się, że nie jest tak kolorowo, jak sobie wyobrażali. Zderzenie z rzeczywistością czasem bywa o tyle bolesne, że osoby takie tracą motywację do pracy, nie potrafią zorganizować sobie czasu ani rozdzielić życia osobistego od zawodowego.

Dlatego zanim wybierzesz freelancing dobrze się zastanów, przeanalizuj wszystkie za i przeciw, poproś o opinię freelancerów, którzy od dłuższego czasu pracują w taki sposób i przekonaj się, czy ta forma zatrudnienia będzie Ci odpowiadać. Niestety człowiek rodzi się freelancerem, a nie staje się nim.

Poniżej zaprezentujemy kilka nieśmiertelnych mitów na temat freelancingu, które tkwią w umysłach „zwykłych śmiertelników”.

Freelancerzy to bezrobotni

Zdaje się, że to najczęściej powtarzany mit. I chyba nie ma żadnych wątpliwości co do źródła jego narodzin. Któż inny jak nie pracownicy etatowi mógł wymyślić taką bzdurę? Niektórzy ludzie mają błędne wyobrażenie o pracy, bo według nich każda praca powinna polegać na: przychodzeniu do biura od poniedziałku do piątku, tkwieniu w nim osiem godzin dziennie, podpisaniu umowy o pracę, która zapewnia wszelkie ubezpieczenia itd. A wszystko co odbiega od tak pojmowanej normy, nie jest pracą.

Tymczasem okazuje się, że owszem istnieją inne formy zatrudnienia i jedną z nich jest właśnie freelancing. A skoro freelancing stanowi rodzaj zatrudnienia, to jest także pracą, za którą otrzymuje się wynagrodzenie i to niejednokrotnie o wiele wyższe niż wynagrodzenie przeciętnego etatowca.

Krótkie wyjaśnienie wg Słownika Języka Polskiego PWN – czym jest PRACA:

  • to celowa działalność człowieka zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr materialnych lub kulturalnych;
  • zajęcie, zatrudnienie jako źródło zarobku.

Powyższa definicja udowadnia, że freelancerzy w żadnym wypadku NIE SĄ bezrobotni, a czasem nawet mają tej pracy więcej niż niejeden pracownik etatowy.

Freelancerem może zostać każdy

Takie przekonanie pojawiło się w momencie powstania stereotypu o tym, że freelancing to miła, przyjemna i lekka praca, a zatem każdy może ją wykonywać. Co za bzdura. Aby stać się szanowanym i znanym na rynku freelancerem trzeba naprawdę dużo wysiłku włożyć i to nie tylko w skrupulatne i staranne wykonywanie zleceń, ale i w marketing.

Ponadto nie każdy człowiek jest samodzielny, zdyscyplinowany i potrafiący dobrze zorganizować sobie czas. Nie wszyscy mają też motywację do ciężkiej pracy. Dlatego jeśli nie spełniasz tych podstawowych wymogów, zapomnij o freelancingu.

Freelancerzy mają mnóstwo wolnego czasu

Większość osób wyobraża sobie freelancing jako bezlik wolnego czasu albo wieczny urlop. Niestety wszystkie te osoby są w błędzie. Rzeczywistość każe zejść na ziemię. Często zdarza się tak, że freelancerzy w ogóle nie mają czasu wolnego, a nawet można posunąć się do stwierdzenia, że są uwięzieni w sieci pracy.

Polecamy

Kto może skorzystać z amortyzacji jednorazowej?

Jeśli freelancer chce dobrze zarobić musi dużo pracować. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. A wiąże się to zazwyczaj nawet z zarywaniem nocy. Ponadto freelancer musi mieć stale na uwadze tzw. okresy przestoju, kiedy to zleceń ani widu, ani słychu.

Dowolność ilości zleceń czasem powoduje we freelancerach pewne nieumiarkowanie: „Im więcej zleceń wezmę, tym więcej zarobię”. To prawda, jednak każdy człowiek ma swoje granice. Nikt nie jest w stanie pracować 24 godziny na dobę. Co więcej, nieumiarkowanie staje się przyczyną problemów ze zdrowiem. Freelancer całkowicie rezygnując z czasu wolnego, rezygnuje również z urlopu. A człowiek nie robot, odpoczywać musi.

Zatem jeśli Twoim głównym powodem przejścia na freelancing jest nadzieja, że w końcu się wyśpisz, to zapomnij, bo freelancer nie ma wolnego czasu. Zlecenia, szukanie nowych klientów, obowiązki domowe, opieka nad dziećmi itp. powodują, że nawet gdyby istniał cień szansy na czas wolny, to konglomerat wyżej wymienionych rzeczy skutecznie go neutralizuje.

Plusem freelancingu jest elastyczna granica między życiem zawodowym i osobistym

Faktycznie, może na początku jest to zdecydowany plus. Jednak dla osób niezdyscyplinowanych problematycznym stanie się rozdzielenie życia zawodowego od osobistego, a w związku z tym taki freelancer będzie zawalać terminy. Ponadto mieszanie życia zawodowego i osobistego może z czasem doprowadzić do totalnego chaosu.

Dom to Twoje biuro

W teorii miejscem pracy freelancera jest dom, jednak w praktyce czasem wygląda to zupełnie inaczej. Wielu zleceniodawców wymaga od freelancera przybywania w biurze firmy czyli pracowania na zasadach pracownika etatowego z tą różnicą, że nim nie jest. Zatem: 'Ty musisz mnie słuchać, bo realnie to ja jestem Twoim szefem, ale ja tymczasem zaoszczędzę na Tobie, bo nie będę opłacać Ci składek”. A niewielu ma ten komfort, że mogą postawić się „szefowi” i wyegzekwować swoje prawa do pracy w domu.

Największą zaletą freelancingu jest praca w domu

„Yeah, right” – chciałoby się z angielska rzec. Każdy doświadczony freelancer wie, że z czasem praca w domu przeistacza się w istny koszmar. Dużo pracujesz, więc za często nie zmieniasz otoczenia – ciągle to samo biurko, ten sam pokój, w ogóle te same pomieszczenia i ci sami ludzie w pracy i w domu. Zaczynasz powoli tracić zapał do pracy, bo dopadła Cię straszliwa rutyna.

A już całkowitą katorgę stanowi praca w domu dla osób, które są przebojowe i chcą utrzymywać stały kontakt z ludźmi. Tymczasem okazuje się, że mieszkają sami, zatem i pracują sami. Co z czasem może doprowadzić do wyalienowania, a nawet depresji.

Nikt nie rządzi freelancerem

Utarło się przekonanie, że freelancer sam sobie jest „sterem, żaglem i okrętem”. To prawda, że Twój szef to Ty, ale realia niestety wyglądają nieco inaczej, zwłaszcza na początku freelancerskiej kariery.

Teoretycznie zlecający nie ma prawa narzucać freelancerowi sposobu pracy, ale często właśnie to robi. Rządzi freelancerem metodą zakamuflowaną, podszeptując: „tutaj popraweczka by się przydała”, „Nie, nie, nie, to nie tak miało wyglądać, proszę do zrobić w ten sposób”, „A dlaczego Pan nie wprowadził tego do projektu? Proszę to dopisać, bo to istotne”. Takie podstępne manipulatory odzierają freelancera z jego „prezesury”.

Oczywiście freelancer może wejść w polemikę ze zleceniodawcą i zakwestionować jego zdanie, ale faktycznie mu się to opłaci? Jak długo będzie miał satysfakcję z „postawienia się”, gdy klient zrezygnuje z jego usług?

Freelancer może sobie wybierać klientów

Teoretycznie tak. Ale który freelancer nieposiadający stałych wpływów finansowych zaryzykuje odstawieniem na bok jakiegoś klienta? Okazuje się, że tylko ten, który ma w nadmiarze zleceń. Pozostali nie zdecydują się na tak drastyczny krok i niestety muszą znosić gburów i neandertalczyków.

Freelancerowi nigdy nie zabraknie klientów

Większości początkującym freelancerom wydaje się, że przy ich doświadczeniu, staranności i skrupulatności zawsze będą mieć popyt na swoje usługi, a co za tym idzie – także klientów. Niestety, jak mówi znane powiedzenie – nic nie trwa wiecznie. Dzisiaj jest ich dużo, a już jutro może ich zabraknąć. Freelancerom nie wolno zapominać, że nie są sami na rynku, że mają ogromną konkurencję, zatem ów popyt na dane usługi rozkłada się na wiele osób.

Do freelancera praca sama przychodzi

Nie wiedzieć czemu utarło się przekonanie, że wystarczy poczekać, a praca sama przyjdzie do freelancera. Niestety to nie jest takie proste. Kasza manna leciała z nieba tylko w Biblii, więc nie można liczyć na to, że i tym razem zlecenia spadną prosto ze sklepienia niebieskiego. Bo niby skąd zleceniodawcy mają wiedzieć o Twoim istnieniu? Dopóki się nie zareklamujesz, jesteś anonimowym człowiekiem X.

A autopromocja to trudny orzech do zgryzienia, ale bez niej ani rusz. Zacznij od umieszczenia swojej oferty na portalach typu pracuj.pl, załóż swój profil na GoldenLine, stwórz swój fanpage na Facebooku, załóż konto na Twitterze lub Blipie i informuj o swoich postępach, a może nawet zacznij prowadzić bloga. Sposobów na promocję naprawdę jest bez liku, wystarczy zacząć działać, bo aktywny freelancer, to freelancer posiadający zlecenia.

Freelancing to spełnienie zawodowe

Dziwny stereotyp wkradł się w rzeczywistość freelancera, że freelancer może robić wszystko, co mu się żywnie podoba, może spełniać swoje marzenia zawodowe. Teoretycznie owszem, przecież nikt mu tego nie zabroni. Ale pytanie brzmi, czy mu się to opłaci? W końcu nie na każde usługi jest popyt. Przed podjęciem decyzji o profilu swojej działalności, freelancer musi zrobić pewien research na rynku, zobaczyć czego brakuje, czego jest za mało, co się ludziom szczególnie podoba, w sprawie jakich usług pojawiają się najczęściej ogłoszenia. Oczywiście pisarz nie zacznie nagle świadczyć usług lekarskich, ale za to może zastanowić się nad pisaniem artykułów o różnej tematyce, zamiast od razu chwytać się tworzenia książki.

Ponadto należy pamiętać, że freelancer nie tylko wykonuje zlecenia, ale i musi spełnić pewne formalne obowiązki jak prowadzenie księgowości czy marketingu. W końcu nie od razu Rzym zbudowano.

Freelancerzy zarabiają sumy przekraczające ludzką wyobraźnię

Doprawdy? A to ci dopiero rarytas. Gdyby tak naprawdę było, to wszyscy zrezygnowaliby z etatów i przeszliby na freelancing. Niestety rzeczywistość nie jest taka kolorowa, bo przecież pieniądze same do freelancera nie spływają. Żeby zdobyć większą sumę pieniędzy, trzeba więcej pracować, co często wiąże się z wykluczeniem siebie z życia towarzyskiego, a w skrajnych przypadkach prowadzi to nawet do problemów ze zdrowiem.

Polecamy

Jak zarabiać w domu?

Nie mówiąc już o tym, że nie wszyscy zleceniodawcy to „złoci ludzie”. Zdarzają się i tacy, którzy robią przekręty, oszukują i wykorzystują biednego freelancera pragnącego zarobić. Ot np. mogą nie zapłacić za wykonane już zlecenie, bo było niezgodne z ich wytycznymi, albo mogą w połowie powiedzieć, że nie tak wyglądała ich wizja i zrezygnować z usług freelancera, który niepotrzebnie stracił czas. Dlatego też bardzo istotną sprawą jest tworzenie poprawnych i szczegółowych umów przewidujących np. kary za niewywiązanie się z nich.

Powyższy wykaz mitów tylko utwierdza w przekonaniu, że nie wszystko jest takie, na jakie na początku wygląda. Dopiero fizyczna, realna styczność z danym zagadnieniem kształtuje w człowieku pewną wiedzę na jego temat. Dlatego też przy istotnych wyborach życiowych nie można kierować się wyłącznie własnymi wyobrażeniami lub tym, co się gdzieś usłyszało. Bo w efekcie można gorzko się rozczarować.