Koniec ze zmywakiem - europejscy pracodawcy poszukują polskich specjalistów

Artykuł zewnętrzny

Autor: Małgorzata Majewska, ekspert monsterpolska.pl

Do lamusa odeszły czasy, kiedy to polski student, z bardzo dobrą znajomością języka oraz bogatym doświadczeniem wyjeżdżał na saksy, zarabiając ciężkie pieniądze, pracując w typowo robotniczym charakterze.

Zbieranie truskawek, jabłek tudzież tulipanów to szczyt możliwości, jakie mogła osiągnąć zdecydowana większość jeszcze dziesięć lat temu. Problemy związane ze zdobyciem wizy i pozwolenia na pracę lub perspektywa pracy na czarno skutecznie odstraszała zdecydowaną większość myślących o popularnych wtedy wyjazdach sezonowych do pracy za granicą. Maj 2004 i wejście Polski do Unii Europejskiej postawiło bardzo wyraźną kreskę oddzielającą tamte czasy od obecnych. Przede wszystkim otwarte zostały niektóre rynki pracy państw piętnastki oraz zdecydowanie obniżyły się koszty edukacji i kształcenia Polaków w obrębie tych państw. Wśród głównych kierunków migracji zatrudnieniowej wymienia się Wielką Brytanię, Irlandię czy Szwecję. O skali migracji niezmiennie decydują 3 czynniki: popyt ze strony pracodawców, sytuacja na rynku pracy w kraju oraz istniejące sieci migracyjne, czyli grupy emigrantów, którzy ściągają za sobą swoich znajomych. Początkową falę napływających pracowników stanowili wykształceni młodzi ludzie, w wieku 18-34 lata, bezdzietni, w ok. 60% byli to mężczyźni – podsumowuje Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl. Z reguły podejmowali oni prace na stanowiskach poniżej swych kwalifikacji, z korzyścią dla produktywności zagranicznego pracodawcy.

Obecnie niektóre z państw członkowskich UE aktywnie poszukują poza swoimi granicami pracowników w pewnych określonych zawodach i sektorach. Zakłada się, że tendencja ta będzie narastać. Unijni pracodawcy mniej zainteresowani są masowym zatrudnieniem pracowników, na rzecz zatrudniania osób o określonych specjalnościach i kwalifikacjach. Jednocześnie na unijnym rynku zauważa się brak popytu na pracę nisko wykwalifikowanej siły roboczej. Świadomość tego, że jako nisko wyspecjalizowany pracownik nie można liczyć na łatwe zatrudnienie ani też atrakcyjną pensję, biorąc pod uwagę obniżającą się wartość walut obcych w stosunku do umacniającej się pozycji złotego i obserwując poprawiającą się sytuację na rynku pracy w kraju, powoduje że wielu emigrantów lub potencjalnych emigrantów podejmuje decyzję o powrocie do kraju lub nie decyduje się na emigrację w ogóle.

Eksperci zapowiadają, że fala wyjazdów za chlebem będzie wygasać. Wartość średniej pensji polskiego pracownika w Wielkiej Brytanii wynosi teraz jedną czwartą wartości tego co stanowiła jeszcze 3-4 lata temu, a według danych brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jeden na czterech Polaków zarejestrowanych na terenie Wysp Brytyjskich posiada tytuł magistra, z czego 85% zatrudnionych jest w charakterze niewykwalifikowanej siły roboczej – zauważa Małgorzata Majewska. Zapotrzebowanie na pracę dla niewykwalifikowanej siły roboczej zostało już w dużym stopniu zaspokojone. Obecnym trendem panującym jest zapotrzebowanie na konkretnych specjalistów, odpowiednio wykształconych, znających język ale też zarabiających zdecydowanie więcej niż średnia krajowa.

Wśród polskich potencjalnych emigrantów również zauważa się tendencje do wyjazdów zarobkowych na specjalistyczne stanowiska. Bardzo dobra znajomość języka i wysokie umiejętności w konkretnej dziedzinie pozwalają zdobyć pracę za satysfakcjonujące wynagrodzenie i prowadzić życie na dobrym poziomie. Przykładów można podawać wiele. Senior Flash Developer ze znajomością języka angielskiego może liczyć w Zurichu na posadę w firmie z branży Internet-E-Comerce za 6000 euro miesięcznie. Osoba mniej doświadczona zarobi 3000 euro – opisuje Małgorzata Majewska.

Profesjonalna stewardessa na jachcie ze znajomością języka angielskiego i odpowiednim kursem bezpieczeństwa zarobi we Francji co najmniej 3000 euro (+ napiwki), osoba bez doświadczenia może już liczyć tylko na 1000 euro (+ napiwki). Nauczycielka szkoły w Wielkiej Brytanii zarobi ok. 2500 funtów miesięcznie, podobnie jak kierowca tira.

W dłuższym rozliczeniu opłacalny jest wyjazd dla osób wyspecjalizowanych ze znajomością języka. Większość z blisko 90% ofert pracy dla migrantów z UE, które dotyczyły niskopłatnego zatrudnienia niewymagającego żadnych kwalifikacji zawodowych zostało już zapełnionych, głównie przez pracowników pomocniczych, operatorów procesowych, pakowaczy, pomocników kucharz, sprzątaczek, pracowników rolnych, opiekunek do dzieci, kelnerów i pracowników opieki zdrowotnej. Wyjazdy specjalistów mogą stać się problemem w niektórych zawodach. Odczuwalny jest deficyt pracowników w krajach unijnych w zwłaszcza takich branżach jak przetwórstwo spożywcze, przemysł stoczniowy, usługi remontowe i budownictwo, usługi medyczne. Świadczą o tym występujące w unii trendy wzrostu płac w tych zawodach – podkreśla Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl.

 

Przed 2004 rokiem zagraniczni pracodawcy poszukiwali piekarzy, cukierników, dekarzy, blacharzy, fizykoterapeutów, rzeźników, mechaników, spawaczy, pracowników barów szybkiej obsługi i restauracji, leśników. Norwegowie, Szkoci i Hiszpanie szukali rybaków. Programistów intensywnie poszukiwała Irlandia i Niemcy, którzy również mieli ogromne zapotrzebowanie na polskich inżynierów.

Obecnie trendy przedstawiają się następująco. W Wielkiej Brytanii zamiast kelnerów i sprzątaczek szuka się polskich specjalistów odnowy biologicznej i kosmetologów, instruktorów fitness, fizjoterapeutów, menedżerów salonów odnowy biologicznej, personelu medycznego itp. W Niemczech nie słabnie zapotrzebowanie na polskich inżynierów i specjalistów, którzy od 1 listopada mogą się tam o wiele łatwiej zatrudnić, zrezygnowano bowiem z obowiązującego jak dotąd wymogu sprawdzania, czy na stanowisko, o które ubiega się obcokrajowiec, nie ma niemieckich kandydatów.

Co więcej, Wielka Brytania powoli przestaje być głównym celem emigracji zawodowej polskich specjalistów. Tamtejszy rynek pracy zostaje stopniowo nasycony, dlatego też nasi potencjalni emigranci coraz częściej biorą pod uwagę inne kraje, takie jak chociażby Finlandia czy Dania. Specjaliści od rekrutacji twierdzą, że w każdym z nich potrzeba około 30 tys. fachowców z wielu różnych branż – wskazuje Małgorzata Majewska. Nasz kraj jest ciągle jeszcze terenem łowieckim dla firm poszukujących kadry menadżerskiej oraz wysokiej klasy ekspertów. Polska kadra menadżerska jest świetnie wykształcona, mobilna, dynamiczna i młoda. Idealnie uzupełnia braki "świeżej krwi" w starzejącej się Europie. Obecne tendencje pracodawców europejskich do zatrudniania osób wyspecjalizowanych w jakiejś konkretnej dziedzinie z doświadczeniem w pracy na stanowisku na jakie rekrutują dają świadectwo zmieniającej się postawy w stosunku do Polaków. Polacy nie są postrzegani obecnie jako tania siła robocza przejmująca większość prac fizycznych, ale jako dobrze wykwalifikowani specjaliści posiadający doskonale rozwinięte umiejętności zarządzania – podsumowuje Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl.