Legalne oprogramowanie - dlaczego warto?

Organizacja Business Software Alliance szacowała w 2013 roku, że ponad połowa zainstalowanego na polskich komputera oprogramowania to nie legalne oprogramowanie. Piractwo jest plagą nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. Doskonale rozwijają się systemy wymiany plików torrent, a służby policyjne nie nadążają z zamykaniem stron z udostępnianymi bezprawnie programami. Producenci aplikacji starają się zabezpieczyć swoje wytwory na różne sposoby, piraci organizują zawody w ich rozpracowywaniu. Wygląda na to, że ludzie zawsze - niezależnie od środków zaradczych, surowych praw i nalotów policji - będą korzystali z nielegalnego oprogramowania. A powód jest jeden, niezmienny - pieniądze. Zakup systemu operacyjnego Windows to wydatek rzędu kilkuset złotych. Podobne ceny pojawiają się w kontekście komercyjnych pakietów biurowych. Oprogramowanie do edycji grafiki lub wideo kosztuje często nawet parę tysięcy złotych. To mocny argument dla zwolenników pirackiego oprogramowania. Jednak przekonujące argumenty po przeciwnej stronie również istnieją - warto się z nimi zapoznać.

Legalne oprogramowanie - support od producentów

Tylko legalne oprogramowanie gwarantuje pełne wsparcie ze strony producentów. To istotne szczególnie w przypadku systemów operacyjnych, które wymagają systematycznych aktualizacji. Każdego dnia hakerzy poszukują luk w zabezpieczeniach - twórcy oprogramowania muszą zwalczać tego typu próby, by zapewnić użytkownikom bezpieczeństwo. Ponadto często przy pracy z daną aplikacją pojawiają się problemy, przy rozwiązaniu których pomóc mogą jedynie jej autorzy. Kolejną korzyścią wynikającą z posiadania legalnej kopii jest występująca zazwyczaj zniżka na aktualizację oprogramowania do najnowszej wersji - np. z Windowsa 7 na 8. 

Nielegalne oprogramowanie a wirusy

Jak już wspomniano wcześniej, autorzy oprogramowania najczęściej zapewniają pełne wsparcie użytkownikom - głównie w postaci łatania dziur w zabezpieczeniach, przez które mogą przedostawać się hakerzy i wirusy. Kupując piracką aplikację, zostajemy bezbronni. Ale to nie wszystkie niebezpieczeństwa, jakie czyhają na “oszczędnych”. Groźne wirusy i robaki mogą kryć się w pobranym nielegalnie programie. Osoby, które zajmują się łamaniem zabezpieczeń produktów IT, nierzadko zostawiają coś od siebie - np. furtki dla hakerów chcących dostać się do komputera ofiary. Piractwo zatem bardzo często wiąże się z ryzykiem zainfekowania dysku twardego. Zagrożenie czai się również we wszelkiego rodzaju crackach i aktywatorach, czyli programików służących do łamania osłon w komercyjnej aplikacji.

Piractwo a etyka

I wreszcie ostatnia, często niestety ignorowania kwestia - moralność. Oprogramowanie jest takim samym wytworem czyjejś pracy, jak np. samochód. Kupując od pirata lub ściągając skopiowany plik z torrentów to tak naprawdę kradzież. Ludzie tego tak nie postrzegają, gdyż świat wirtualny rządzi się innymi prawami niż otaczająca nas materialna rzeczywistość. Gdy złodziej ukradnie komuś komputer, ofiara poniesie widoczną gołym okiem stratę. Kiedy skopiuje się bezprawnie czyjeś dzieło w postaci muzyki, filmu, aplikacji - tej straty nie widać od razu. Uszczerbek majątkowy jest zauważalny dopiero przy analizie wyników finansowych. Więcej “piraconej” twórczości to mniejszy wpływ z ich sprzedaży. Podstawowa etyka wymaga, by twórcy zapłacić - choć symbolicznie - za jego dzieło. W końcu włożył w to wiele pracy, poniósł wydatki, poświęcił czas i energię. Moment ściągania pirackiego programu czy muzyki jest zupełnie oderwany od autora lub grupy autorów - nie ma bezpośredniego kontaktu, tak jak przy kradzieży w rzeczywistym świecie. Tym ludziom nie ginie nic z domu lub firmy, nie odczuwają od razu braku skradzionej rzeczy, dlatego sumienie milionów korzystających z nielegalnie pobranych dóbr jest zazwyczaj nienaruszone wyrzutami. A to błąd.

Open Source

Istnieje ciekawa alternatywa dla tych, którzy brzydzą się procederem piractwa, a nie mają pieniędzy na zakup oryginalnego oprogramowania. Od wielu lat istnieje wśród programistów inicjatywa udostępniania owoców pracy za darmo. To nie wszystko - aplikacje na licencji wolnego oprogramowania (Open Source) cechują się otwartym kodem, a to znaczy, że każdy może go dowolnie zmodyfikować pod swoje potrzeby. W taki sposób dystrybuowany jest system Linux. Jego jądro - najważniejsza część - zostało stworzone przez rzesze programistów z całego świata dzięki inicjatywie fińskiego wizjonera Linusa Torvaldsa. Każdy może przejrzeć kod Linuksa i stworzyć na jego podstawie własną odmianę (dystrybucję) tego systemu. W ten sposób powstało mnóstwo jego wersji, przystosowanych pod różne konfiguracje sprzętowe. Pojawiły się dystrybucje do zastosowań profesjonalnych, jak i okrojone systemy, które doskonale nadają się na mało wydajne urządzenia - takie jak np. netbooki.

Open Source to nie tylko systemy operacyjne. Pod wpływem potężnego nurtu, który zakłada, że oprogramowanie powinno być darmowe i modyfikowalne, powstało mnóstwo przydatnych aplikacji. Wiele z nich funkcjonalnością i możliwościami nie ustępuje komercyjnym wytworom. Dla przedsiębiorców najbardziej przydatne są programy biurowe. Niestety, pakiet Microsoft Office to spory wydatek - im więcej stanowisk pracy, tym większy koszt. Na szczęście w sieci można znaleźć darmowe alternatywy, takie jak np. Open Office, rozprowadzana na zasadach wolnego oprogramowania. W zasadzie znakomita większość komercyjnych aplikacji posiada swoje bezpłatne odpowiedniki - najczęściej dostarczane w zestawie z dystrybucją Linuksa, choć można napotkać też na wersje działające pod Windowsem.  

Legalne oprogramowanie - podsumowanie

Widać gołym okiem, że argumentów za kupnem legalnego oprogramowania jest mnóstwo. Podstawowa zachęta do ściągnięcia pirackiego programu - pieniądze - na dłuższą metę traci swoją siłę, gdyż przez szereg niebezpieczeństw można szybko stracić dużo większe kwoty, niż się zaoszczędziło. Znane polskie powiedzenie “chytry dwa razy traci” działa tu z całą mocą.