Musisz być tam, gdzie inni spasują

Freelancing to taki rodzaj zatrudnienia, który teoretycznie jest dla każdego, teoretycznie przewyższa w plusach stosunek pracy (w ogóle najlepiej zastąpić etat freelancingiem) oraz teoretycznie można na nim zarobić kokosy, po prostu złoty interes. No tak, ale ten sielankowy obrazek „wisi na rynkowej ścianie” jedynie teoretycznie. Doświadczenie podpowiada nam, że w rzeczywistości teoria daleka jest od praktyki i to co na pierwszy rzut oka wydaje się cudowne i idealne, z czasem okazuje się istną katorgą. Owszem, gdzieś u kresu freelancerskiej drogi dotrze się w końcu do tej cudowności, jednak przedtem trzeba wpaść najpierw do rowu, wydostać się z niego i powrócić na właściwy tor.

Internetową przestrzeń w ogromnych ilościach zasiewają artykuły-ody na cześć freelancerów. Wychwalają pod niebiosa zalety freelancingu i tylko częściowo wspominają o wadach, ubierając je w eufemiczne słowa, a już najczęściej zaczynają od minusa, który w efekcie prowadzi do plusa. Gdzieniegdzie korzystają nawet z matematycznych zasad – dwa minusy dają plus. Wiele osób nabiera się na te peany, rezygnuje z etatu i przechodzi na freelancing. Otóż ostatnimi czasy jakoś utarło się przekonanie o tym, że właśnie ta forma zatrudnienia staje się zbawieniem rynku pracy.

Rzadko kto wspomina o tym, że freelancing to przede wszystkim ciężka praca. Zdaje się, że tę tajemną wiedzę posiedli jedynie doświadczeni freelancerzy. Czasem freelancing przypomina pole walki albo nawet rodzaj wojny domowej, w której biorą udział „koledzy po fachu”. A wiadomo przecież, że na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. „Po trupach do celu” – jak głosi stara maksyma. Tam, gdzie jeden freelancer dogorywa, traci zapał lub ma go za mało, tam drugi freelancer korzysta. Okrutne prawo freelancerskiej natury.

Jesteś cyborgiem, możesz więcej

W cybernetycznym świecie jesteś cybernetyczną jednostką. Doba Internetu i obecny stan rynku pracy narzuca freelancerom działania na pełnych obrotach. Prawda jest taka, że jeśli freelancer chce zarobić, musi pracować naprawdę dużo, niejednokrotnie zarywając noce. Idealnie byłoby oczywiście, gdyby pracował 24 godziny na dobę, co fizycznie jest niestety niemożliwe.

Tymczasem freelancer stale musi sobie powtarzać, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. I w momencie, gdy jeden freelancer rezygnuje ze zlecenia, drugi je szybko przejmuje. W końcu im więcej zleceń, tym więcej pieniążków. Ktoś, kto ma za mało siły na pracę, oddaje przysługę innym.

„Zosia – Samosia”

Okazuje się, że nawet sam Julian Tuwim pisał o freelancerach:

"Jest taka Zosia,

Nazwano ją Zosia – Samosia,

Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"

Ważna mi dama!

Wszystko sama lepiej wie,

wszystko sama robić chce (…)."

Czy powyższe wersy nie wydają się Wam znajome? Pewnie, że tak, bo przecież freelancer musi być taką „Zosią – Samosią”, musi wszystko robić sam. Sam szuka klientów, sam rozlicza się z urzędem skarbowym i ubezpieczalniami, sam wykonuje swoje zadania, sam sobie jest szefem, sterem, żeglarzem i okrętem, sam rozdziela życie zawodowe od osobistego, sam się promuje itd. A osoby, którym brakuje tej samodzielności, szybko wypadają z gry i ich miejsce zajmuje ktoś bardziej niezależny.

Niestety freelancing to nie etat, tu nie można zwrócić się po pomoc do kolegi biurko obok czy też do szefa. Tu trzeba liczyć tylko na siebie.

Promuj siebie

To złota zasada freelancingu, bo kto siebie nie promuje, idzie w odstawkę. Jeśli ktoś jest niewystarczająco przebojowy i otwarty na ludzi, nie ma szans na wybicie się. Promocja napędza klientów, a bez klientów nie ma zleceń, a co za tym idzie – także dochodów finansowych. Osoby nieśmiałe i niekreatywne szybko spasują, a na ich miejsce wkroczą freelancerzy – wizjonerzy z głową pełną pomysłów na promocję.

Klient nasz pan!

Wygląda na to, że powiedzenie „Klient nasz pan” nie dotyczy tylko sprzedawców, gdyż jest całkiem powszechne również wśród freelancerów. Klienci są siłą napędową freelancerskiego biznesu. Im więcej zleceń, tym większa szansa zarobku. Dlatego freelancerzy muszą o nich stale zabiegać. Ba! Nawet walczyć i to każdą dostępną bronią.

A przecież klienci to nie zawsze złoci ludzie, którzy będą z freelancerem prowadzić uroczy dialog przy filiżance herbaty. Zdarzają się prawdziwe potwory, neandertalczycy, dzikusy i hieny. I nie każdemu freelancerowi starcza sił na ich pokonanie. Niektórzy po kolejnych kłótniach z klientami, po nieopłaconych zleceniach i nieuczciwych zagraniach hien, zwyczajnie poddają się i wracają na etat, a wtedy na ich słabości korzystają inni.

Silny freelancer zna sposoby, dzięki którym obroni się przed kolejnymi atakami klientów. Co więcej, łagodny niczym baranek znajdzie na nich sposób, by ci z uśmiechem na twarzy nie tylko zapłacili mu, ale i polecili jego usługi swoim znajomym. Cóż, freelancing to zawód dla ludzi o mocnych nerwach.

Kto dołki kopie... ten zastawia pułapki na konkurencję

Niestety życie freelancera nie jest łatwe. Konkurencja pleni się w każdej możliwej branży. Freelancerów jest coraz więcej, a zleceń coraz mniej, dlatego niektórzy kierowani maksymą „po trupach do celu” sięgają po nieczyste zagrania. Takich „graczy” oczywiście należy się wystrzegać, ale spójrzmy prawdzie w oczy, to oni przerzedzają freelancerski rynek. Nie każdy ma wystarczająco sił, by z nimi walczyć, nie każdy posiada tyle ikry, by im się postawić. Tacy ludzie szybko wypadają z gry, rezygnują z tej formy zatrudnienia, pozostawiając po sobie luki, które wypełniają ci silniejsi, bardziej wytrwali lub po prostu chytrzy.

Magiczne sztuczki

Freelancing czasem przywodzi na myśl świat rodem z „Harrego Pottera”. Freelancerzy przy wymogach obecnego rynku pracy muszą stać się czarodziejami, inaczej szybko pójdą w odstawkę. Oto jakie zdolności magiczne powinni posiadać freelancerzy:

  • Transmutacja – freelancer zmuszony jest do częstego przeobrażania się w różne postaci. Gdy przystępuje do promocji, musi stać się PR-owcem, marketingowcem i copywriterem. Następnie przeobraża się w wykonawcę usług i specjalistę w danej dziedzinie. A kiedy prowadzi swoją własną działalność gospodarczą musi być także księgowym. Ponadto, aby opanować wszystkie zadania, aby odbierać telefony od klientów i umawiać się z nimi na spotkania zmienia się w sekretarkę. Nie może również zapominać o codziennych obowiązkach, więc przemienia się w zależności od aktualnych potrzeb w sprzątaczkę, kucharza, ogrodnika, elektryka itp. Jeśli natomiast posiada dzieci, z konieczności staje się niańką. Transmutacja to szczególnie ważna zdolność freelancera i lepiej, żeby posiadał ją każdy, w przeciwnym razie chaos zapanuje nad czyimś życiem.
  • Telepatia – freelancer musi czytać w myślach innych – czy to klientów, czy też konkurencji. Czytając w myślach klientów unika wszelkich błędów i ewentualnych poprawek, a tym samym oszczędza na czasie. Z kolei czytając w myślach konkurencji, łatwo się jej pozbywa, bo zawsze będzie o krok przed nią.
  • Telekineza – poruszanie i wyginanie przedmiotów siłą umysłu to niezwykle przydatna zdolność. Dzięki niej freelancer nie traci czasu np. na przyniesienie kubka z herbatą czy wyszukanie jakiejś książki przydatnej przy zleceniu. Co więcej, gdy dany projekt nie chce dopasować się do jego wizji, a np. linijka gdzieś nie sięga, można je odpowiednio „nagiąć” do własnych potrzeb. Podobnie dzieje się przy naginaniu zasad.
  • Lewitacja – kiedy freelancera nie stać na samolot, lewitacja staje się konieczna. Bo przecież jeżdżąc komunikacją miejską lub własnym samochodem, mnóstwo czasu traci na stanie w korkach.
  • Teleportacja – natomiast, gdy freelancer nie potrafi lewitować, to musi postawić na teleportację. Ileż czasu zaoszczędziłby na dojazdach do klientów, zakupach, czy spotkaniach ze znajomymi na mieście. A przecież więcej czasu, to więcej wykonanych zleceń.
  • Medium – kontakt z osobami zza światów staje przydatny wówczas, gdy freelancer ma problemy z jakimś zleceniem, czy nie rozumie danego zagadnienia lub gdy po prostu nie może sobie czegoś przypomnieć. W takich sytuacjach freelancer po prostu przyzywa do siebie zmarłych specjalistów w danej dziedzinie lub twórców teorii i wynalazców. Dajmy na to freelancer ma problemy z twierdzeniem Pitagorasa, to kto na rzeczy będzie lepiej się znał, jak nie sam Pitagoras.
  • Jasnowidzenie – nierzadko freelancer zastanawia się nad swoją przyszłością – czy będzie miał odpowiednią ilość zleceń, czy będzie bogaty, czy osiągnie sukces. W obliczu takich problemów zdecydowanie przydałoby się jasnowidzenie. Wówczas freelancer nie traciłby czasu na niepotrzebne zamartwianie się.
  • Nadludzka siła – żeby znieść wszystkie przeciwności losu, które staną przed freelancerem, podnosić wszystkie kłody podkładane mu pod nogi i pracować 24 godziny na dobę, freelancer musi posiadać nadludzką siłę.

Osoby, które nie mają wyżej wymienionych zdolności magicznych, odpadają w przedbiegach, a ich miejsce zajmują chytrzy freelancerzy – czarodzieje.

A kiedy puszczą Ci nerwy...

Zdarza się tak, że freelancer spełnia wszystkie z powyższych wymogów, ale w którymś momencie nie wytrzymuje psychicznie, nerwy mu puszczają i załamuje się. Szkoda jednak byłoby, gdyby tak przy mecie odpadł, bo na jego miejsce czyhają już inni. Z takiej sytuacji jest tylko jedno wyjście. Musi po cichu policzyć do dziesięciu, wziąć głęboki oddech i robić to, co robił dotychczas, czyli walczyć zresztą freelancerskiego świata.

Freelancing to trudny orzech do zgryzienia. Gdzie Ty nie dajesz rady, tam inni osiągają sukces. Cóż, rzeczywistość wygląda tak, że większość freelancerów korzysta na cudzych porażkach. Bliska jest im filozofia Machiavelliego - „cel uświęca środki”. W związku z tym w grze pozostają tylko najsilniejsze jednostki, które nie poddają się, za każdym razem, gdy upadną, powstają, czyhając niczym sępy na upadek innych. Taka właśnie jest dola i niedola freelancerów – muszą być tam, gdzie inni spasują.