Od freelancera do własnej firmy

Coraz większa fala freelancerów zalewa rynek pracy. Jednak są to najczęściej osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tą formą zatrudnienia, niewiele tak naprawdę wiedząc o niej. Natomiast ci, o których wyborze decydują wszelakie mity krążące od lat wokół freelancingu, popełniają ogromny błąd, w takiej sytuacji lepiej skorzystać z rad osób, które od lat działają jako freelancerzy. Specjalnie dla Was przedstawiamy wywiad z Panią Sylwią Konik – byłą freelancerką, obecną właścicielką firmy Recrutamos. Pani Sylwia udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych, a freelancing nie jest wcale taki straszny, jak go przedstawiają stereotypy.

Agnieszka Vincenc/cafe.wfirma.pl: Na początek proszę mi powiedzieć, dlaczego zdecydowała się Pani na freelancing?

Sylwia Konik: Freelancing to była dla mnie pewna przejściowa forma między etatem a swoją firmą. Pracując na własny rachunek nie czułam presji związanej z kosztami prowadzenia firmy, mogłam decydować, ile czasu poświęcę na pracę i równocześnie mogłam elastycznie dopasować godziny pracy. To pozwoliło mi także na pogodzenie pracy zawodowej w mniejszym wymiarze i opiekę nad kilkumiesięczną córeczką.

A.V.: Czy pracowała Pani wcześniej na etacie? Jeśli tak, to dlaczego Pani z niego zrezygnowała?

S.K.: Pracowałam wcześniej przez 7 lat na etacie i z perspektywy czasu wydaje się, że był to okres bezstresowej pracy. Mimo wszystko były wyznaczone pewne godziny pracy, a kiedy jechałam na urlop zawsze ktoś mnie zastępował i rzadko dzwonił w sprawach służbowych. Jednak od czasu studiów czekałam na moment, kiedy będę mogła pracować na własną markę – lubię wyzwania i nie zawiodłam się, jeśli chodzi o tę decyzję. Mimo stresu satysfakcja z tworzenia czegoś swojego jest dużo większa.

A.V.: Czy freelancerskie początki były trudne?

S.K.: Niestety tak. Nie byłam przygotowana do roli sprzedawcy swoich usług, specjalisty ds. marketingu i księgowego. Najtrudniej było zdobyć pierwszych klientów, ale po udanych projektach nabrałam przekonania, że to był dobry pomysł.

A.V.: Jakie są zalety freelancingu?

S.K.: Z pewnością brak sztywnych godzin pracy, brak bezpośredniego przełożonego, który czasem wydaje sprzeczne polecenia, możliwość pracy w dowolnym miejscu, które uznam za wygodne dla mnie i korzystne dla lepszej pracy, a także możliwość decydowania o tym, w jaki sposób zorganizuję swoją pracę, aby efekt był najlepszy.

A.V.: Czy była Pani zadowolona z tej formy zatrudnienia?

S.K.: Freelancing to było dla mnie ciekawe doświadczenie, nauczyło mnie lepszej organizacji czasu pracy, lepszej auto-motywacji i wyznaczania sobie terminów. Było też dobrym startem do rozwinięcia firmy i poprowadzenia większych projektów.

A.V.: Jak wiadomo każdy medal ma dwie strony, zatem jakie są wady freelancingu?

S.K.: To przede wszystkim brak stabilności finansowej – trzeba mieć alternatywne źródło dochodu szczególnie, jeśli się ma rodzinę na utrzymaniu. Kolejna sprawa to trudność oddzielenia życia prywatnego od zawodowego – moja praca jest cały czas ze mną: w weekend, na urlopie. Na luksus nieodbierania telefonów mogą sobie pozwolić osoby, które już mają stałe grono klientów i nie narzekają na brak pracy w ciągu roku.

A.V.: Jak zatem najlepiej szukać klientów?

S.K.: Idealnie jest, gdy można zacząć od współpracy z klientami, dla których już pracowaliśmy lub którzy przyszli do nas z polecenia. W innym przypadku jest to przeszukiwanie polskich i zagranicznych portali ogłoszeniowych, czy udzielanie się na forach i blogach jako ekspert w swojej dziedzinie.

A.V.: Jaki rodzaj umowy jest najlepszy dla freelancera?

S.K.: Ja na początek polecam umowy o dzieło lub zlecenie – podpisuje się umowę, wystawia rachunek, a potem rozlicza się raz w roku. Natomiast na większą skalę bardziej opłacalna będzie działalność gospodarcza – tym bardziej, że przez pierwsze 2 lata można skorzystać z ulgi ZUS. Tutaj jednak potrzebne jest już wsparcie księgowego lub programu do rozliczania – żeby uniknąć stresu przy kontakcie z US.

A.V.: Czy ciężko jest ogarnąć całą kwestię podatkowo-ubezpieczeniową na własną rękę?

S.K.: Niestety jest to ciągle trudny temat. Przepisy są dość zawiłe, jest ich sporo i trzeba poświęcić trochę czasu, aby się w tym rozeznać. Dlatego najwygodniej jest zacząć od umów o dzieło lub zlecenie, które nie generują tyle kosztów i nie wymagają prowadzenia księgowości.

A.V.: Gdyby mogła Pani jeszcze raz wybrać, to czy nadal zdecydowałaby się Pani na freelancing?

S.K.: Tak, zdecydowanie – nie wyobrażam sobie już pracy na etacie!

A.V.: Dziękuję ślicznie za przyjemną rozmowę.

S.K.: Ja także dziękuję.