Prokrastynacja - najgorsza „choroba” freelancera

W dobie coraz częstszych chorób cywilizacyjnych ludzie niechętnie przyznają się do nich, mając na uwadze albo ich powszechność, albo wstydliwy charakter. Nikt nie mówi szczerze o alergii, bo to „chora mięczaków” i wymysł cywilizacji, a prawda jest taka, że ci co borykają się z tą chorobą do mięczaków wcale nie należą. Niewielu także oświadcza wprost, że są alkoholikami, bo alkoholizm to przecież nie jest nawet choroba, „a to, że czasem lubię sobie chlapnąć, jeszcze nic nie znaczy”.

Podobnie rzecz się ma z prokrastynacją czyli notoryczną tendencją do przekładania pewnych rzeczy na później. Na dzień dzisiejszy, biorąc pod uwagę jej popularność, śmiało można nadać jej status choroby, a nawet epidemii, bo przynajmniej raz w życiu dotknęła każdego. „Zakażony” jest skazany na życie z tym niewygodnym wirusem, a jeśli jeszcze nie widać jego objawów, można być pewnym, że we wnętrzu jego ziarno kiełkuje, by w końcu rozwinąć się z całym impetem.

Oczywiście, jak w przypadku każdej innej choroby społecznej, do prokrastynacji nikt się nie przyznaje, uważana jest po prostu za objaw lenistwa. Tymczasem „nieleczona” może zrujnować komuś życie, a najlepiej o tym wiedzą freelancerzy, którzy nękani tą chorobą doprowadzają się powoli do bankructwa.

Objawy

  • Wewnętrzny lęk przed wykonaniem zadania – freelancer przyjmuje zlecenie i nagle zaczyna ono go przerastać, nie może skupić się na nim, siedzi godzinę przed komputerem i nie może niczego wymyślić, zaczyna tracić wiarę w siebie i w swoje umiejętności. Znika także jego motywacja.
  • Paradoksalny pracoholizm – wbrew pozorom prokrastynator nie jest wcale leniem, wręcz przeciwnie – z zapałem wykonuje zajęcia, te jednak niestety nie mają nic wspólnego z docelowym zadaniem i najczęściej nie wymagają większego wysiłku umysłowego, np. freelancer-informatyk zamiast programować, zabiera się za robienie obiadu.
  • Zadanie zastępcze – freelancer-prokrastynator odwlekając wykonanie zlecenia, szuka zadania zastępczego o podobnym poziomie trudności. Powiedzmy, że zlecono mu napisanie artykułu, jednak on w tym czasie woli wykonać korektę innego tekstu.
  • Tysiąc nieistotnych rzeczy – przed przystąpieniem do zadania, czy w jego trakcie nagle pojawia się tysiąc rzeczy, które z pozoru wydają się nieistotne, odciągają jednak freelancera od zadania. Dajmy na to, że freelancer jest PR-owcem i musi napisać notkę prasową i zamiast to zrobić, on przegląda pogodę na dzień następny, a gdy pisze już tekst, nagle natrafia na jakieś słowo, które zaczyna go zastanawiać, np. neandertalczyk i sprawdza w encyklopedii definicję tego słowa, odkładając w czasie faktyczne stworzenie notki prasowej.
  • Wiele myśli naraz – gdy prokrastynatorowi uda się w końcu zabrać się za wykonanie zadania, w jego umyśle pojawiają setki pomysłów, których nie nadąża zapisywać, a później próbując je sobie przypomnieć, ucieka od meritum, czyli nie skupia się znowu na właściwym zadaniu.
  • Nerwowość – odwlekacz irytuje się brakiem weny, zrzuca winę na wszystko wokół, denerwują go przyjaciele, którzy śmieli przerwać mu pracę, denerwują go hałasy za oknem, które uniemożliwiają skupienie się.
  • Poczucie winy – prokrastynator widzi w tym procesie swoją winę, zauważa, że zamiast skupić się na właściwej pracy, robi wiele niepotrzebnych rzeczy. Wówczas zaczyna odczuwać poczucie winy, które do reszty odziera go z motywacji.
  • Szukanie wymówek – odwlekacze często usprawiedliwiają swoje działania – „naprawdę nie miałem już dziś siły na zrobienie tego, jutro zrobię za to dwa razy więcej”. Z tym że sytuacja nazajutrz zazwyczaj się powtarza.
  • Na ostatnią chwilę – i tak freelancer-prokrastynator zostaje przyparty do muru, wykonuje zlecenie pod wpływem stresu, w efekcie nie może się skupić i nie kończy go wcale.
  • Mocne postanowienie poprawy – gdy odwlekacz zawali jakieś zadanie obiecuje sobie, że w przyszłości już nigdy, ale to przenigdy nie dopuści do takiej sytuacji. Ta oczywiście niedługo potem powtarza się.