Wady freelancingu

Freelancing to coraz bardziej popularna opcjonalna forma zatrudnienia. Wiele osób rezygnuje z tradycyjnego etatu i staje się panem swojej pracy. Jednak niektóre z tych osób po prostu nie mają wyboru. Wśród pracodawców pojawiła się swoista niechęć do stosunku pracy. Chętniej zatrudniają pracowników na umowę o dzieło lub zlecenie niż na umowę o pracę. Łatwiej jest im zlecić jakieś zadanie freelancerowi niż przeprowadzać żmudny i kosztowny proces rekrutacji. Ponadto oszczędzają na składkach ubezpieczeniowych i dodatkach służbowych, jak np. komórka czy samochód.

Freelancerzy również czerpią z tego zawodu wiele korzyści. I może właśnie dlatego tak szybko godzą się na umowy proponowane przez pracodawców. Jednak należy pamiętać, że wszystko ma swoje zalety, ale i wady. Niestety jeszcze nie stworzono zawodu idealnego. W końcu ile ludzi tyle gustów – dla każdego co innego. I w związku z tym nie wszyscy odnajdą się we freelancingu, bo i on ma swoje pejoratywne strony. Dlatego też przed staniem się freelancerem, warto przyjrzeć się wadom tego zawodu.

Wady freelancingu z punktu widzenia freelancera

Samodzielność, autodyscyplina – wbrew pozorom brak odgórnego nadzoru nie zawsze jest zaletą. Nie każda osoba decydująca się na freelancing potrafi umiejętnie zorganizować swój czas i narzucić sobie pewien rygor, co często wiąże się z chaosem opanowującym życie zawodowe. Powiedzenie „co masz zrobić dziś, zrób jutro” nie sprawdza się w tym przypadku, gdyż freelancer musi być osobą silnie zmotywowaną. Oczywiście nikt nie jest cyborgiem pracującym 24h na dobę i zdarza się czasem tzw. gorszy dzień, ale wówczas freelancer powinien przywołać siebie do porządku: „no dobrze, dziś nic nie zrobiłem, ale jutro muszę dłużej popracować”. Pracownicy etatowi mogą symulować pracę, freelancer musi PRACOWAĆ. Brak motywacji i autodyscypliny staje się po prostu destrukcyjny dla tego zawodu, bo gdy freelancer nie wykonuje zleconych mu zadać, to zleceniodawca zwyczajnie rezygnuje z jego usług – w końcu klient nasz pan. A wiadomo, jak wygląda praca w domu – z każdego kąta czyhają na freelancera tzw. „rozpraszacze”.

Wchodząc raz do Internetu, można stracić naprawdę wiele godzin. Niektórzy ponadto muszą zajmować się dziećmi, co również jest czasochłonne. I tym sposobem pojawia się kolejna trudność, mianowicie umiejętność oddzielenia życia zawodowego od prywatnego.

Brak poczucia bezpieczeństwa – pracownicy etatowi właściwie o nic nie muszą się martwić, gdyż otrzymują stałe wynagrodzenie, pracodawca opłaca wszelkie zaliczki i składki oraz nie może zwolnić swego pracownika z dnia na dzień. Niestety freelancer nie ma tego komfortu. Ten zawód wiąże się ze stałym ryzykiem: czy pozyska się stałych klientów i stałe zlecenia, czy będą to opłacalne zlecenia, ile ich będzie, czy klient będzie zadowolony z wykonanej usługi itp. Freelancer musi być STALE zmotywowany i skupiony na swoich działaniach, bo inaczej wpadnie w poważne problemy finansowe.

Niestałe wynagrodzenie – freelancer nie otrzymuje, tak jak pracownicy etatowi, stałego, comiesięcznego wynagrodzenia. Pieniądze wskakują do jego kieszeni dopiero po wykonaniu zadaniu. Do tego zadanie musi być wykonane terminowo i dobrze – tak żeby klient był zadowolony. A wraz z tym pojawia się ryzyko wynagrodzenia nieadekwatnego do wykonanej pracy – niezadowolony klient płaci mniej lub w skrajnych przypadkach wcale (wszystko zależy od warunków umowy). Niestałe wynagrodzenie zmusza freelancera do paradoksalnego stałego szukania klientów – w końcu musi jakoś zarobić na przysłowiowy „chleb”, tymczasem pracownik etatowy ma ten chleb podany na tacy. Oczywiście freelancer może naprawdę dużo zarobić, często o wiele więcej niż osoba związana stosunkiem pracy, ale niestety wcześniej musi ciężko pracować.

Klienci – owszem freelancer może dokonać ich selekcji i nie musi męczyć się z tzw. jaskiniowcami czyli ludźmi, delikatnie mówiąc, stroniącymi od współpracy. Jednak, żeby móc sobie pozwolić na przebieranie wśród klientów, trzeba ich w ogóle posiadać, a to pozostaje kwestią niepewną. W związku z tym freelancer jest zmuszony do stałego ich szukania, a na początku także do użerania się z wyżej wymienionymi jaskiniowcami – cóż, żeby się dorobić, trzeba wcześniej pocierpieć.

Wielofunkcyjność – no tak freelancer sam sobie jest szefem, żaglem, sterem i okrętem – pięknie to brzmi, ale brutalna rzeczywistość nie jest już taka piękna, ponieważ freelancer staje się również sprzątaczką, sprzedawcą, handlowcem, PR-owcem, księgowym, grafikiem i z natłoku obowiązków z czasem staje się także malkontentem. Bo, spójrzmy prawdzie w oczy, to sporo jak na jedną osobę.

Brak uprawnień pracowniczych – etatowi pracownicy mają wiele uprawnień, które gwarantuje im umowa o pracę, np. płatny urlop, dodatki w postaci komórki, samochodu itp. Freelancer jest pozbawiony tych uprawnień. Owszem może, w odróżnieniu od etatowego pracownika, zrobić sobie urlop, kiedy tylko będzie chciał, ale nikt mu za niego nie zapłaci.

Pracodawca – dla freelancera pracodawcą jest klient, a klient więcej może. Luźny stosunek do swego „pracodawcy” staje się z czasem przysłowiowym gwoździem w trumnę, a już zwłaszcza, gdy trafi się na nieuczciwego klienta. Taka osoba może np. w każdej chwili zrezygnować z usług freelancera (tymczasem pracownik etatowy ma zapewniony pewien okres wypowiedzenia). Co gorsza, felerny klient może także nie zapłacić freelancerowi za wykonaną usługę, posiłkując się tłumaczeniem, że „to nie tak miało wyglądać”. Bywają również tacy, którzy wykorzystują biednego freelancera (czasem na mocy swej przewagi ekonomicznej) w kwestii tzw. nadliczbowych godzin, zarzucając go kolejnymi zleceniami lub koniecznymi poprawkami w już wykonanych zadaniach. Freelancera właściwie nic nie chroni przed nieuczciwym „pracodawcą” – nawet choroba, wiek przedemerytalny, ciąża, czy macierzyństwo.