Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o grach komputerowych, ale boisz się zapytać

Gry komputerowe obrosły wieloma mitami. Przyczyniają się do tego media masowe, w których ich obraz jest dramatycznie wykoślawiony. Węszący za sensacją niedoinformowani i nierzetelni dziennikarze przy okazji każdego dramatu z udziałem młodych ludzi podnoszą kwestię rzekomej szkodliwości rozrywki elektronicznej. Nie powołują się przy tym na żadne badania naukowe - trudno się dziwić, w końcu ze świecą takich szukać. Inni ludzie - zazwyczaj tacy, którzy nigdy w nic nie grali - deprecjonują tę formę rozrywki, uznając ją za coś niskiego, głupiego i otumaniającego. Cóż, tego rodzaju krzywdzące mity niezwykle często powstają z ignoracji, która jest straszną wadą. Dlatego zapraszam do lektury tego artykułu, który raz na zawsze rozproszy mroki niewiedzy.

Mit pierwszy - gry komputerowe są brutalne

Jakoś tak dziwnie się składa, że za każdym razem, gdy jakiś nieszczęsny młodzieniec z problemami psychicznymi postanawia pójść do szkoły z bronią i powystrzelać swoich kolegów i nauczycieli, naładowani emocjami dziennikarze z przejęciem opowiadają o jego zamiłowaniu do gier komputerowych. Potem padają konkretne tytuły, nic nie mówiące szerszej publice, a wśród fanów cyfrowej zabawy wywołujące politowanie. Znawcy się śmieją, gdyż wymienia się zwykle pozycje stare (np. Doom sprzed dwóch dekad), które pełnią standardową rolę kozłów ofiarnych w wyliczankach ludzi, którzy co prawda nigdy w nic nie grali, ale coś gdzieś tam słyszeli, więc postanowili się wypowiedzieć. Co najciekawsze, nikt nie analizuje tego, co ów zaburzony młody człowiek oglądał w telewizji ani w jakich lekturach się lubuje. Ignoruje się też fakt, iż brakuje miarodajnych badań, które wiązałyby granie w pełne krwi tytuły z morderczymi zachowaniami.

Jak to w końcu jest - elektroniczna rozrywka jest brutalna czy nie? A czy literatura jest brutalna? Czy filmy są brutalne? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, nie wrzucając wszystkich wytworów do jednego worka. Otóż - podobnie jak książki czy dzieła kinowe - gry komputerowe są różne. Każdego roku w sprzedaży pojawiają się tysiące nowych tytułów, które dzielą się na dziesiątki rozmaitych gatunków. Owszem, część z nich to pozycje zawierające przemoc, seks i krew - ale z drugiej strony nie brakuje gier, w których głównym celem jest budowa dobrze prosperującego miasta. Wielką popularnością cieszą się tytuły sportowe, takie jak serie FIFA czy NBA. Konkludując: generalizowanie jest tutaj bardzo krzywdzące i totalnie mija się z prawdą.

Mit drugi - gry to ogłupiająca rozrywka

Wielu zwolenników elektronicznej rozrywki głowiło się nad podobnym stwierdzeniem, usiłując znaleźć źródła takiej opinii. Tu po raz kolejny mamy do czynienia z dwoma zjawiskami: generalizacją oraz niesprawiedliwym traktowaniem. To drugie objawia się w dyskryminacji gier komputerowych przy jednoczesnej ślepocie na wady innych mediów. A przecież oglądanie telewizji (bierność!) jest dużo bardziej ogłupiające, a przy tym nie daje absolutnie żadnych korzyści. Generalizacja zaś objawia się - tak jak wcześniej - we wrzucaniu wszystkich tytułów do jednego worka. A podobnie jak w literaturze, w branży elektronicznej również można znaleźć pozycje ambitne i stymulujące inteligencję obok tych, które są pomyślane jako odstresowująca rozrywka. Przy czym warto wiedzieć, że gra np. w strzelanki lub gry sportowe może bardzo rozwijać zdolności manualne oraz refleks. Czy któryś z filmów kinowych lub telewizyjnych tak potrafi?

Aby nie być gołosłownym, opiszę kilka rozwijających intelekt pozycji, które pod tym względem mogą równać się z dziełami literackimi. Piętnaście lat temu wydano Planescape: Torment, genialną grę fabularną (RPG) z niebywale głęboką i dojrzałą fabułą. Opowiada ona historię Bezimiennego, człowieka, który nie może umrzeć. Po każdej śmierci budzi się, nie posiadając żadnych wspomnień. Wędruje przez świat, natykając się co rusz na ślady swoich działań. Spotyka ludzi, na których losy (głównie negatywnie) wpłynął. Torment porusza multum wątków filozoficznych i zmusza gracza do intensywnego myślenia - miłośnicy prostej rozrywki nie znajdą tu nic dla siebie. W produkcji pojawiło się 5000 stron tekstu - czyli tyle, ile w 10 grubych książkach. Innym przykładem tytułu, który mocno stymuluje umysł, jest każda gra z legendarnej SimCity. Jej założeniem jest budowa metropolii. To bardzo wymagające zadanie - zarządzanie miastem to przecież złożona sprawa, wymagająca strategicznego myślenia i szybkiego reagowania. Nie każdy sobie tu poradzi.

Mit trzeci - dzieci nie powinny grać

Stereotyp wynikający wprost z grzechu generalizacji. Warto wiedzieć, że gry posiadają oznaczenia wiekowe - to nimi powinni kierować się sprzedawcy i rodzice przy zakupie danego tytułu. Trzeba też pamiętać o tym, że - jak wspomniano wyżej - wiele tytułów może rozwijać intelektualnie oraz manualnie, a to przecież dzieciom jest bardzo potrzebne. Trudno czasem zrozumieć rodziców, którzy perorują o rzekomym złym wpływie gier na ich maluchy, a jednoczesnie nie mają nic przeciwko sadzaniu ich na całe godziny sam na sam z telewizorem (dla świętego spokoju).

Mit czwarty - gry są dla dzieci

Mit kłócący się z poprzednim przeświadczeniem. Wynika wprost z niewiedzy - niektóre gry są tak złożone i mroczne, że dzieci z pewnością nie znajdą w nich nic dla siebie. I vice versa - istnieją tysiące tytułów stworzonych z myślą o najmłodszych, takie jak chociażby gry z serii LEGO.

Mit piąty - do grania tylko konsola

To prawda, że na konsolach gra się całkiem wygodnie i wyszło na nie sporo dobrych tytułów, a ponadto nie trzeba się martwić o zapewnienie odpowiedniej konfiguracji do uruchomienia produkcji - niemniej nie można lekceważyć klasycznego peceta. Klasyczny komputer biurkowy ma wiele zalet: przede wszystkim wychodzą na niego lepsze i bardziej złożone gry. Wśród konsolowych tytułów na próżno szukać rozwijających dalekosieżne myślenie strategii czy pobudzających szare komórki przygodówek. Gry na Playstation czy xBoxa zwykle są mocno uproszczone, przez co są cenione przez tzw. niedzielnych graczy (casuali). W branży można natknąć się na wiele narzekań związanych z faktem przenikania uproszczonych rozwiązań z konsol na pecety - chodzi tu o produkcje, w których gracz jest prowadzony “za rączkę”.

Mit szósty - gry komputerowe są drogie

To prawda, swego czasu (dekadę temu) gry były naprawdę kosztowne. Premierowe wydania rzadko kosztowały poniżej 129zł, standardem był wydatek rzędu 159-179zł. Dzisiaj w tej kwestii jest o niebo lepiej - pierwsze edycje kosztują sporo mniej, a ponadto istnieje wiele serii wydawniczych, którym przyświeca idea przywracania na półki sklepowe dawnych hitów w przystępnych cenach. Pojawiły się systemy dystrybucji cyfrowej (tzn. płaci się przelewem lub kartą, a grę otrzymuje się w formie pliku do ściągnięcia na dysk), takie jak Steam czy Origin, które regularnie organizują bardzo korzystne przeceny. Stałe miejsce w świadomości graczy znalazła idea Humble Bundle, czyli zestawów produkcji, które można kupić za dowolną (co najmniej 1 dolar) kwotę, decydując przy tym, jaki odsetek pójdzie do wydawców, a jaki na określony cel charytatywny. Trzeba jeszcze wspomnieć o magazynach komputerowych (na rynku w zasadzie jest jeden), które dołączają darmowe tytuły do swoich wydań. Reasumując - nawet najświeższe produkcje można kupić, nie nadwereżając przy tym nadmiernie stanu konta. Wystarczy orientować się w przecenach i wyprzedażach.