Wycieczki z dreszczykiem: nawiedzone miejsca w Polsce (cz. 2)

Czy opuszczone budynki kryją w sobie tajemnice, których nie da się objąć rozumem? Kogo możemy spotkać na swojej drodze i czy mamy pewność, że ta osoba naprawdę istnieje? Ludzie od wieków przekazują sobie historie, w których królują nawiedzone miejsca, zjawy, duchy czy niesamowita energia. Zjawiska paranormalne zyskały krąg miłośników, których ciekawość jest silniejsza od strachu, a niepokój pobudza w nich adrenalinę. W Polsce nie brakuje miejsc okrytych złą sławą i choć ludzie nie zawsze opowiadają o nich chętnie, amatorów wycieczek z dreszczykiem nie brakuje. Przedstawiamy najbardziej nawiedzone miejsca w naszym kraju!

Nawiedzone miejsca - Stara cerkiew w Chróścinie

W Chróścinie znajduje się opuszczona, stara cerkiew, a tuż obok niej mały cmentarz. Na temat niewytłumaczalnych zjawisk w tej okolicy krąży wiele legend. Najpopularniejsza dotyczy właścicieli pobliskiego pałacu i ich małego synka. Małżeństwo zostało pochowane pod podłogą budynku, z kolei synek, na cmentarzu obok. Zginął on młodo, prawdopodobnie podczas zabawy na pobliskich bagnach. W latach 90. przez działania szabrowników naruszono grób właścicieli pałacu, ze względu na to dokonano ekshumacji ich zwłok. Prawdopodobnie od tego czasu wieczorem w okolicach cmentarza można spotkać małego chłopca. Jedna z najbardziej znanych opowieści mówi, że kiedyś spotkał go pewien przebywający tam późniejszą porą mężczyzna. Zdziwił go widok chłopca, którego strój był bardzo niedzisiejszy. Kiedy dziecko zapytało go, gdzie są jego rodzice, był wszystko, co się dzieje, to jakiś żart, jednak gdy odpowiedział mu, że nie wie, chłopiec bardzo posmutniał i… rozpłynął się w powietrzu. Do niewielu osób chłopiec przemówił, jednak widziano go ponoć niejednokrotnie.

Swego czasu pałac pełnił funkcję domu opieki. Śmiertelność w nim była zaskakująco wysoka, podejrzewano nawet, że palce maczał w tym personel. Z racji tego, jak wiele osób umierało, cerkiew była używana niejako w formie przechowalni martwych ciał. Z tego też powodu miejscu przypisuje się dziwną energię i uważa, że stara cerkiew w Chróścinie to jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc w Polsce.

Polskie nawiedzone szpitale

Jak już wspominaliśmy w poprzednich częściach cyklu, szpitale (a w szczególności szpitale psychiatryczne) nierzadko gromadzą w sobie mnóstwo negatywnych emocji, bólu, cierpienia i niezrozumienia, dlatego też nawiedzone miejsca to w dużej mierze właśnie takie budynki. Szczególnie kiedy są opuszczone i od lat nikt o nie nie dba, wzbudzają grozę i automatycznie zyskują niepowtarzalny klimat, nawet jeżeli nic niezwykłego i paranormalnego się nie wydarzy.

W szpitalu psychiatrycznym w Owińskach w roku wybuchu II wojny światowej przebywało ponad 1000 pacjentów. W tym czasie hitlerowcy przeprowadzali czystki wśród osób niepełnosprawnych psychicznie. Zamknęli więc oni zakład, dorosłych wywieźli do lasów obornickich, gdzie wszystkich rozstrzelano. Z kolei dzieci w tym czasie zagazowano. Ogrom bólu tych ludzi wydaje się wystarczającym wyjaśnieniem tego, dlaczego stary szpital uznaje się za nawiedzone miejsce. Mówi się, że pacjenci tak naprawdę nigdy go nie opuścili. Wiele osób, które przebywały na terenie opuszczonego miejsca, słyszało wyraźny dziecięcy płacz i kroki.

Po tragicznych wydarzeniach z 1939 roku szpital zmienił się w ośrodek szkolący swoich ludzi. W 1952 po gruntownym remoncie tego miejsca utworzono w nim ośrodek wychowawczy, przeniesiony do nowych budynków na początku lat 90. XX wieku. Od tego czasu budynek stoi pusty. Obecnie miejsce udostępniane jest do zwiedzania, z pewnością więc warto się tam wybrać. Nie zostało one opuszczone w pośpiechu, a pomieszczenia są puste, panujący tam klimat określany jest jako niesamowity, choć przepełniony smutkiem i niepokojem.

Skoro opuszczone szpitale często brane są za nawiedzone miejsca, nic dziwnego w tym, że w naszym kraju nie brakuje takich miejsc, w których poszukiwacze zjawisk paranormalnych dostrzegli coś niezwykłego. Wiele mówi się np. o opuszczonym budynku szpitala w Świnoujściu, zwanego przez okolicznych mieszkańców ruskim. Wiele osób zaręcza, że słyszało tam przeraźliwe odgłosy czy płacz dzieci, a nawet widziało personel oraz pacjentów szpitala! Krążą historie, w którym usłyszeć można o strasznym traktowaniu pacjentów, a nawet o nieludzkich eksperymentach na nich przeprowadzanych. Czy przez ogrom tragedii i cierpienia w szpitalu naprawdę przebywają zjawy?

Jeszcze jednym szpitalem, o którym warto wspomnieć, jest opuszczony oddział psychiatryczny w Gdańsku. Co prawda, miejsca tego nie wiąże się ze zjawami, nie ma też informacji o żadnych niewytłumaczalnych zjawiskach, które miały tam miejsce, jednak każdy, kto zwiedzał ten budynek, czuł niezwykłą energię - coś na granicy niepokoju i wrażenia, że coś złego wisi w powietrzu. Wrażenia potęguje graffiti, które znajduje się na ścianach - niektóre obrazy są naprawdę przerażające.

Zamki jako najpopularniejsze nawiedzone miejsca?

Najczęściej powtarzane legendy o duchach zazwyczaj mówią o zamkach. Białe damy, niezwykłe dźwięki, snujące się po korytarzach zjawy - historia tych budynków mieści w sobie to wszystko. Często oczywiście tego rodzaju opowieści mają po prostu przyciągnąć zwiedzających. Jednak wielu turystów potwierdza obecność niewyjaśnionych zjawisk, które towarzyszą ich zwiedzaniu.

Z pewnością warto wspomnieć o zamku w Bobolicach. Mówi się, że można na nim spotkać zjawę ubraną na czarno lub słyszeć głośny lament. Legenda głosi, że jest to żona jednego z właścicieli zamku. Kiedy była bardzo młoda, została zmuszona do poślubienia dużo starszego od siebie hrabiego. Miała z nim trójkę dzieci. Niedługo po tym, jak urodził się ich trzeci syn, hrabia zmarł, a dwóch starszych synów zginęło w tragicznych okolicznościach. Rodzina zmarłego właściciela zamku podejrzewała, że to kobieta doprowadziła do ich śmierci, dzięki temu mogła bowiem odziedziczyć budynek. Z tego powodu postanowili jak najszybciej odebrać jej prawa do najmłodszego dziecka. Dla matki był to ogromny cios. Cierpienie spowodowało u niej pojawienie się wizji. Często widziała, jak jej dziecko się topi. Te wizje doprowadzały ją niemal do szaleństwa. Kobieta w końcu nie wytrzymała tej rozpaczy i zmarła. Czy została na zamku, by dalej opłakiwać swoich synów?

Na Dolnym Śląsku znajduje się zamek Czocha, który uznawany jest za jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc. Historii o duchach tego miejsca jest wiele, jednak chyba najpopularniejsza z nich opowiada o właścicielu zamku - Joachimie von Nostitzie - i jego żonie, Urlice. Wojna zmusiła Joachima do opuszczenia ukochanej na długi czas. Po powrocie zaskoczył go fakt, że jego żona jest w ciąży - nie było go bowiem w zamku przez tak długi czas, że dziecko nie mogło być jego. Nostitz wpadł w szał, kiedy dziecko się urodziło, zamurował je żywcem w kominku, a Urlikę wrzucił do studni na dziedzińcu. Do dzisiaj można zwiedzić pomieszczenie, w którym Joachim zamurował potomka żony oraz studnię, zwaną ze względu na późniejsze wydarzenia Studnią Niewiernych Żon. Wiele osób przebywających na zamku twierdzi, że do dzisiaj można nocą usłyszeć płacz małego dziecka, a obok studni ujrzeć błąkającą się Urlikę.

Choć wielu ludzi zjawiska paranormalne raczej kwituje śmiechem, istnieje grupa ludzi, którzy nie tylko w nie wierzą, lecz także chcą je poznawać bliżej i badać. Dlatego też z ogromną chęcią odwiedzają miejsca uznawane za nawiedzone, aby przekonać się na własnej skórze, czy jest w nich niewytłumaczalna energia. Planując jednak wycieczki do nawiedzonych budynków, warto upewnić się, że można je zwiedzać. Choć amatorów odwiedzania ruin nie brakuje, niektóre miejsca mogą być naprawdę niebezpieczne dla naszego życia i zdrowia.