Od zera do freelancera - czyli dlaczego możesz wygrać

Freelancing istnieje na rynku pracy już od jakiegoś czasu. Owszem cieszy się pewnym zainteresowaniem, ale wciąż niewystarczającym. Niektórzy mimo buńczucznej duszy z czystego lenistwa wolą pozostać na „ciepłych posadkach” i wygrzewać się w promieniach firmowej lampy biurowej. Róbmy, co nam każą, bądźmy potulni, a wszystko będzie dobrze. Szczyt szczęścia.

Od wielu lat ta sama posada, to samo biuro i nawet w wypłacie niewielkie zmiany. A przecież człowiek rozwijać się musi. Powinien przeć do przodu, nie spoczywać na laurach, bo zrobią mu się odleżyny. Etat w większości przypadków zmienia się w powolną śmierć indywidualnych ambicji.

Na szczęście nie musi tak być. Wybierając freelancing możesz wygrać ze stagnacją. Wystarczy odrobina odwagi i pełna gotowość na przyjęcie zmian. Pamiętaj: freelancer nigdy nie tkwi w miejscu.

Zostań swoim szefem

Wyobraź sobie sytuację, w której sam decydujesz jak, kiedy i gdzie wykonasz zlecone Ci zadania. Nie musisz nagle przerywać swojej pracy, bo akurat pracodawca żąda od Ciebie wykonania dodatkowego zadania na cito. Brzmi niewiarygodnie? Możliwe, z tym że tak właśnie wygląda rzeczywistość freelancera. On jest panem swojej pracy. Zleceniodawca nie stoi nad nim jak kat nad dobrą duszą. Obchodzi go tylko terminowe wywiązanie się z zadania, nic poza tym.

 

Ponadto czasem kontrola pracodawcy działa stresująco na pracownika i tym samym obniża jego efektywność. Dlatego też freelancer sam organizując sobie pracę, ma szansę więcej zrobić, a co za tym idzie – także więcej zarobić.

Sam wyznacz sobie swój czas pracy

Skoro freelancer jest już swoim szefem, to ma prawo do swobodnego regulowania swojej pracy. W związku z tym, że nie zamyka się ona w etatowych ośmiu godzinach, freelancer może pracować, kiedy i ile chce. Zasada jest prosta – im dłużej pracuje, tym więcej zarabia. Co więcej, w każdej chwili może przerwać wykonywanie zadania i np. obejrzeć odcinek ulubionego serialu, zrobić obiad, zająć się dziećmi itd. No i nie musi zrywać się z łóżka wraz z pierwszym promieniem słońca. Freelancer może obudzić się np. o 10, nie spiesząc się nigdzie, wstać, spokojnie zrobić sobie śniadanko, przejrzeć nowinki w Internecie i dopiero po tym wszystkim zabrać się za pracę.

A czy pracownik etatowy ma taką możliwość? Oczywiście, że nie. No ale proszę bardzo, niech malkontenci dalej twierdzą, że status pracy jest lepszy niż freelancing i dalej tkwią w swojej etatowej klatce.

Zarabiaj więcej i więcej i więcej...

Co prawda freelancer cyborgiem nie jest i nie może pracować 24 godziny na dobę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pracował np. 12 godzin – to już cztery godziny więcej niż na etacie. A tak się składa, że im dłużej freelancer pracuje tym więcej zarabia. Wiedzie to do prostej konkluzji – każda sekunda jest tu na wagę złota.

Niby pracownik etatowy ma zapewnione stałe wynagrodzenie, no ale co z tego, skoro freelancer może zarobić znacznie więcej? Weźmie kilka zleceń na raz, popracuje dłużej i zgarnie ładną sumkę pieniędzy.

Sam ustalaj stawki

Zadanie to nie jest proste, bo musisz siebie wycenić. Ale czy w przypadku statusu pracy nie jest podobnie? Przecież podczas rozmowy kwalifikacyjnej kandydat musi podać sumę, którą chciałby otrzymywać co miesiąc.

W obu przypadkach ważne jest docenienie siebie – jeśli zażądasz za mało, pracodawca/zleceniodawca uzna, że wcale nie jesteś specjalistą, na co wskazywało Twoje CV. Z kolei gdy zaproponujesz za wysoką stawkę, w oczach pracodawcy/zleceniodawcy staniesz się pyszałkiem, który przecenia swoje możliwości.

Freelancer musi po prostu znaleźć złoty środek – przeanalizować różne metody ustalania stawek, wybrać tę najodpowiedniejszą dla niego i według niej sprawiedliwie wycenić siebie.

Stosuj grę w koszty

Wytrwali obrońcy etatu mogą wysunąć pewien istotny argument przeciw freelancingowi. Mianowicie freelancer musi sam opłacać podatki i ubezpieczenia. To prawda, ale nie do końca. W przypadku działalności wykonywanej osobiście na podstawie umów cywilnoprawnych to zleceniodawca wylicza i opłaca podatki.

Natomiast w kwestii ubezpieczeń również nie jest tak różowo, jak pracownikowi etatowemu się wydaje. Bo nie zdaje sobie sprawę z tego ile pracodawca potrąca z jego pensji. Otóż łącznie z podatkami pracodawca z wynagrodzenia 4 tys. zł brutto może odjąć nawet ponad 1 tys. zł.

Tymczasem inteligentny freelancer, stosując grę w koszty, może na tych podatkach i ubezpieczeniach zaoszczędzić. Niwelując np. część lub całość podatku VAT. Ponadto wcale nie musi się decydować na NFZ (321,59 zł) jeśli chodzi o ubezpieczenie zdrowotne, a np. wykupić polisę ubezpieczeniową (już od 52 zł).

Zdecyduj się na dziecko

Kobiety związane stosunkiem pracy często odkładają w czasie tę decyzje, obawiając się zwolnienia oraz że po powrocie z urlopu wychowawczego czeka je tzw. redukcja etatów. Tymczasem mama-freelancer może elastycznie połączyć życie zawodowe z osobistym. Krótko mówiąc, może jednocześnie opiekować się swoim dzieckiem i pracować. Bo jej biuro to jej mieszkanie. A teraz wyobraź sobie, że przychodzisz do firmy z dzidziusiem i zabierasz się do pracy. Niedopuszczalne.

Ktoś zaraz może krzyknąć, że stosunek pracy zapewnia płatny urlop macierzyński. No dobrze, powiedzmy, że taka matka otrzymuje nawet 100 proc. wynagrodzenia w postaci zasiłku macierzyńskiego. Jednak dzieje się tak tylko w niektórych przypadkach, niestety pracownik etatowy musi spełnić pewne wymagania, by zasłużyć na zasiłek. Tymczasem freelancera te restrykcje nie dotyczą. Skoro pracuje w domu, to także i zarabia. Zatem nie musi martwić się o to, czy przysługuje mu prawo do zasiłku.

Pojedź na wymarzone wakacje

Pracownik etatowy cały rok pracuje na swój urlop, a gdy już do niego dochodzi ma ograniczoną ilość dni do wykorzystania i limitowany budżet. Co więcej, musi z wyprzedzeniem określić, kiedy chce wyjechać.

Natomiast freelancer może wziąć w danym miesiącu trochę więcej zleceń, popracować dłużej i już w kolejnym miesiącu pojechać na wymarzone wakacje.

Ktoś nieżyczliwy freelancerom powie, że freelancer nawet na wakacjach musi myśleć o swojej pracy. No tak, zdarza się. Ale hola, hola, a czy pracownik etatowy nie myśli o pracy podczas urlopu? Ile razy dzieje się tak, że pracodawca zamęcza go telefonami? Za każdym razem? No właśnie, taka kolej rzeczy.

Spełniaj swoje marzenia

Często bywa tak, że sytuacja życiowa zmusza człowieka do podjęcia takiej, a nie innej pracy. I niby zarabia ów nieborak, ale przy tym męczy się niemiłosiernie, bo to nie jest praca jego marzeń. Spójrzmy prawdzie w oczy, ile tak naprawdę pracowników etatowych jest spełnionych zawodowo? Otóż to – niestety niewiele.

Tymczasem freelancer to „wolny strzelec”, którego nie wiążą żadne pęta pracownicze. Dlatego też freelancing jest idealny dla osób pragnących spełnić swoje zawodowe marzenia. Bo freelancer robi to, co lubi i na czym zna się najlepiej.

Miej zawsze dobry humor

Ile razy pracownik związany stosunkiem pracy musiał użerać się z klientami-dzikusami, dla których dzień bez awantury jest dniem straconym? Ile razy wracał zrezygnowany do domu, bo klient dał mu popalić? Ile razy przychodził do pracy z pozytywnym nastawieniem, a wychodził, myśląc o jej porzuceniu.

Freelancera te problemy nie dotykają. On sam może sobie wybierać klientów, bez konieczności współegzystowania z dzikusami. A co za tym idzie – brak awantur równa się dobry humor.

Powyższe przykłady udowadniają, że wybierając freelancing, możesz wygrać. Zapytasz, co możesz wygrać? Otóż zyskujesz pełne spełnienie zarówno w sferze zawodowej jak i osobistej. A to przecież jest bardzo ważne w życiu. Wystarczy do tego jedynie odrobina dobrej woli, samozaparcia i motywacji. Pamiętaj – Twój sukces leży w zasięgu ręki, nie bój się po niego sięgnąć.