Sieć TOR – największy czarny rynek czy przyszłość Internetu?

Sieć TOR a anonimowość Internetu

Wśród internautów panuje przekonanie, że nie można już być całkowicie anonimowym w sieci. Nie brakuje wprawdzie darmowych programów, umożliwiających maskowanie adresu IP (to one były zresztą inspiracją dla twórców takiego rozwiązania jak sieć TOR), choć gdyby stały się narzędziem do popełnienia poważnego przestępstwa, rząd mógłby bez trudu zlokalizować internetowego przestępcę. Konieczność anonimowego przeglądania stron nie musi wiązać się z negatywnymi działaniami. W ubiegłym miesiącu na światło dzienne wyszła informacja o tym, że Facebook śledzi wszystkie wpisy użytkowników. Nie byłoby w nic dziwnego gdyby nie fakt, że przez "wszystkie" rozumiane są nawet te, które zostały wpisane w oknie rozmowy, ale jeszcze nie wysłane! Dało to jasny sygnał, że trzeba się poważnie zastanowić zanim się cokolwiek napisze, gdyż dowód zostanie uwieczniony jeszcze przed wciśnięciem przycisku enter. 

Inwigilacja stosowana jest również w sektorze czysto rozrywkowym. Xbox One – najnowsza konsola Microsoftu – wyposażona została w dodatkowe urządzenie o nazwie Kinect. Już w poprzedniej generacji gadżet ten wykorzystywany był w leczeniu wielu chorób np. pacjentów po przewlekłym wylewie – a więc w słusznej sprawie. Najnowsza wersja, stanowiąca ulepszony kontroler za pomocą gestów i mowy, jest natomiast nieodłącznym elementem konsoli, której nie można uruchomić w trybie offline. Oznacza to, że Microsoft na bieżąco ma wgląd nie tylko w takie informacje, jak ostatnio uruchamiane tytuły czy czas poświęcony na zabawę. Może również podglądać użytkowników w salonie, obserwując ich wygląd czy zachowania.

Podobne przykłady można mnożyć jeszcze długo. Niemały udział w procesie masowej obserwacji użytkowników ma również Google. Nie od dziś wiadomo o reklamach kontekstowych bądź czytaniu wiadomości tekstowych za pośrednictwem poczty Gmail. Nie brakuje fali krytyki ze strony internautów, która niestety w mgnieniu oka ulatnia się jak kamfora. Korporacje tłumaczą swoje posunięcia działaniami dla dobra użytkowników oraz względami marketingowymi. Ten drugi przypadek jest uzasadniony o tyle, że – najczęściej nieświadomie – sami zgadzamy się na przekazywanie naszych danych, klikając szybko kolejne podstrony, zamiast przeczytać warunki regulaminu.

Czy istnieje zatem sposób na pozostanie w pełni anonimowym w sieci? Jeśli logując się online, rzeczywiście czujemy na karku zimny oddech korporacyjnych struktur, a Wielki Brat bezustannie chwali się, że obserwuje nasze poczynania, serwując reklamę produktu X tylko dlatego, że przypadkiem trafiliśmy na podobną stronę, to być może warto rozejrzeć się za alternatywą - może to być sieć TOR. Dal wielu jest to pojęcie niejasne, dlatego poniżej wyjaśniamy, co to jest TOR i jak działa. 

Co to jest TOR i jak działa?

Popularne stwierdzenie "jeśli czegoś nie ma w Google, to znaczy, że to nie istnieje" mija się z prawdą, jeśli poznamy czym jest sieć TOR i spróbujemy zagłębić jego tajniki. Co to Google, Facebook, YouTube – miejsca gromadzące, wydawać by się mogło, nieskończone ilości danych - tak naprawdę są tylko małą zatoczką w bezkresnym Oceanie Informacji. Oceanem tym jest właśnie TOR, choć jego wielkość wciąż nie została w pełni zbadana. W czym tkwi sekret TOR i jaki ma wpływ na anonimowość w Internecie?

Sieć TOR (The Onion Router) została stworzona przez specjalistów z amerykańskiej marynarki wojennej. Jej celem było umożliwienie tajnym agentom rządowym przeglądanie zasobów sieci w pełni anonimowo i bez pozostawienia najmniejszych śladów swojej obecności. W przeciwieństwie do powszechnie znanych sieci, tutaj dane kodowane są, a następnie przesyłane przez ogromną liczbę kolejnych serwerów, uniemożliwiając tym samym namierzenie osoby logującej się z jej poziomu. Inaczej mówiąc, zanim dane trafią z punktu A do punktu B, są wcześniej nieustannie szyfrowane i trafiają do adresata nie bezpośrednio, a drogą okrężną. Informacje zostają rozkodowane w punkcie B dopiero po przejściu przez kilka innych ścieżek.

Co ciekawe, dostęp do sieci TOR nie stanowi najmniejszego problemu dla przeciętnego użytkownika. Całkowicie za darmo można pobrać odpowiednie narzędzia bez posiadania specjalistycznej wiedzy – przeglądarkę obsługującą strony typu TOR można znaleźć z poziomu dowolnej wyszukiwarki internetowej. Mimo to obecnie z tej formy anonimowego przeglądania zasobów sieciowych korzysta niewiele ponad 700 tysięcy osób na świecie.

W następnych latach sieć TOR przechodziła kolejne modyfikacje. Najbardziej znane ulepszenia zastosowała amerykańska uczelnia techniczna MIT oraz organizacja Electronic Frontier Foundation, mieszcząca się w Kalifornii. Do dziś trudno stwierdzić, czy stworzona przez amerykańską marynarkę wojenną sieć wypłynęła na zewnątrz celowo, czy przypadkiem. Bez wątpienia takie agencje, jak FBI czy NSA byłyby w stanie przejąć TOR. W praktyce może to być niezwykle kosztowny zabieg. Podobnie jak w przypadku protokołu torrent, tak i tutaj niemały wpływ na zabezpieczenia mają sami użytkownicy. Każdy bowiem może udostępnić własny komputer tak, aby działał jako element sieci TOR. Biorąc pod uwagę bezustanne maskowanie oraz serwery rozłożone na całym globie, całkowite przejęcie to nie tylko koszt liczony w milionach – jeśli nie miliardach – dolarów, ale i lata poświęcone na rozgryzienie wszystkich mechanizmów.

Sieć TOR rajem dla przestępców?

Anonimowość wiąże się ściśle z bezkarnością, a ta generuje wejścia w przeważającej – choć nie jedynej – liczbie do celów, które trudno byłoby osiągnąć w inny sposób. Sieć TOR poza możliwością przeglądania zasobów internetowych w ukryciu umożliwia także dostęp do specjalnych witryn, do których przeciętny użytkownik nie ma dostępu. Wystarczy wymienić choćby takie jak Silk Road, Black Market Reloaded, Sheep Marketplace czy Atlantis. Co znajdziemy w ich zasobach? Zanim przejdziemy na wybraną stronę, wystarczy podać dowolny login i hasło, a następnie otrzymamy dostęp do rozbudowanego forum, podzielonego na dużą liczbę kategorii. Wymienione strony służą jako platformy handlowe, choć trudno tu znaleźć kategorie znane z ebaya czy Allegro. Zamiast tego mamy dostęp do dziecięcej pornografii, brutalnych zdjęć z wypadków lub morderstw, możliwość anonimowego kupna najrozmaitszych narkotyków, broni, fałszywych dokumentów, kart kredytowych czy poufnych danych. Nie brakuje również oryginalnych usług: zastraszania, wrobienia w popełnienie przestępstwa, podsłuchiwania lub możliwości zmiany tożsamości. Warto dodać, że jedyną obowiązującą walutą w sieci TOR są Bitcoiny, co dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo przy anonimowych transakcjach – jako ciekawostka, 1 Bitcoin to w zależności od aktualnego kursu walut około 800 - 900 dolarów.

I choć użytkownicy specyficznych aukcji mogą czuć się względnie bezpiecznie, to zdarzały się już sytuacje zdemaskowania groźnych przestępców. Pierwsza wersja portalu Silk Road została zamknięta w październiku 2013 roku po tym, jak aresztowano 29-letniego Rossa Ulbrichta, odpowiedzialnego za zarządzanie nią. Co ciekawe, wpadł przez własny błąd, kiedy to w 2011 r. nierozważnie podał na jednym forum internetowym adres e-mail, zawierający jego prawdziwe dane osobowe. Zamknięcie strony, oferującej handel fałszywymi dokumentami, narkotykami czy numerami kart kredytowych, uznany był za ogromny sukces, jednak już po kilku tygodniach powstała druga wersja tej strony – tym razem jeszcze lepiej zabezpieczona. Dzięki tej aferze wiele osób dowiedziało się, co to jest TOR i że można z niego korzystać także w dobrych celach. 

Sieć TOR w służbie dobra?

Korzystanie z sieci TOR wcale nie musi wiązać się z działalnością przestępczą. To także doskonałe miejsce dla wszystkich osób, które chcą bez zdradzania swojej tożsamości podzielić się ze światem wiadomościami, które w tradycyjnym kanale informacyjnym zostałyby utajnione. Nie brakuje tu dziennikarzy, prezentujących prawdziwe i szokujące doniesienia zacierane przez władze. Znajdziemy tu również dysydentów politycznych oraz organizacje społeczne, które walczą o swoje prawa. Nielegalne działania korporacji, służb, a nawet mafii? Również tego rodzaje informacje można tam znaleźć. Przykładem głośnego działania w słusznej sprawie jest akcja zorganizowana przez Mauretańczyka Nassera Weddady'ego, który za pośrednictwem sieci TOR rozpoczął walkę z praktykowanym w Mauretanii niewolnictwem. Podobnych przykładów można znaleźć więcej, ale są pilnie strzeżone – osoby ujawniające szokujące informacje są bowiem stale narażone na utratę życia.

Sieć TOR idealnym narzędziem marketingowym?

Sieć TOR używana jest również jako kopalnia wiedzy, której nawet taki gigant jak Google nie jest w stanie ogarnąć. Takie serwisy jak Virtual Library, Complete Planet, Intute czy Infomine zawierają informacje praktycznie na każdy temat – zarówno dotyczące miejsc, zagadnień naukowych, jak i ludzi. W tym ostatnim przypadku nie trzeba chyba podkreślać, jak niezbadanym jeszcze w pełni narzędziem marketingowym może być TOR. W przypadku wyszukiwarki 123people możliwe jest znalezienie niemal pełnych informacji o dowolnej osobie na świecie – od trzech lat dostępna jest również w Polsce. Wystarczy wpisać pełne dane i jeśli choć raz ktokolwiek zostawił ślad aktywności w Internecie, to bez trudu będzie można go namierzyć – oczywiście bardziej precyzyjnie niż Google czy Yahoo.

Sieć TOR – największy czarny rynek czy przyszłość Internetu?

Nie ulega wątpliwości, że sieć TOR jest obecnie największym czarnym rynkiem w sieci. Czy jednak można o niej mówić w kontekście przyszłości Internetu? Choć działa od kilku dobrych lat, to wciąż niewielki odsetek społeczeństwa korzysta z jej zasobów. Trudno mówić, czy to w obawie przed okrutną prawdą skrywaną w odmętach szarej strefy, czy to z powodu niewiedzy. Pewne jest, że liczba użytkowników powoli rośnie, w sieci pojawia się coraz większa fala krytyki dotycząca szpiegowania - niewykluczone, że w ciągu najbliższych lat dojdzie do punktu kulminacyjnego, który popchnie tłumy do ucieczki w szarą strefę. Zapewne nawet tam nie będzie można czuć się w pełni bezpiecznym, choć osoby poszukujące wyłącznie informacji nie powinny się tym specjalnie przejmować – to właśnie dla takich osób TOR może – choć nie musi - już wkrótce stanąć otworem.