Pizza na czerwonym dywanie – czyli gala oscarowa 2014

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej już od 85 lat wyróżnia talenty z branży filmowej, a mimo to co roku gala przyznania nagród wzbudza spore emocje na całym świecie. Podobnie było teraz – 86. gala wręczenia Oscarów, która odbyła się 2 marca 2014 r., przyciągnęła wielu widzów, mimo że przecież np. w Europie transmisja na żywo odbywała się  w późnych godzinach nocnych. Czy warto było śledzić tegoroczne rozdanie nagród?

Wielcy wygrani...

Nominowane do nagrody produkcje z 2013 roku odbiły się w świecie szerokim echem jeszcze przed oscarową galą, zatem właściwie do końca ciężko było przewidywać, który film zostanie w tym roku doceniony. Jednocześnie trudno było porównywać je pod kątem tematyki – wśród nominowanych widzieliśmy zarówno rozgrywającą się w kosmosie „Grawitację”, przedstawioną na tle tętniącego życiem Wall Street historię brokera Belforta w „Wilku z Wall Street” czy też wzruszającą opowieść o wolnym, czarnoskórym człowieku, który zostaje podstępnie porwany oraz sprzedany jako niewolnik – mowa oczywiście o „Zniewolonym”.

To właśnie ten ostatni film najbardziej poruszył członków Akademii – „Zniewolony” został nagrodzony statuetką za najlepszy film 2013 r. Oscar dla tej produkcji z pewnością wyjątkowo ucieszył reżysera Steve’a McQeena III, dla którego statuetka jest pierwszą w jego karierze. Nie udało się mu natomiast zwyciężyć w kategorii najlepszego reżysera, do której McQueen także był nominowany.

„Zniewolony” wygrał za to w dwóch innych kategoriach – do Johna Ridleya powędrowała nagroda za najlepszy scenariusz adaptowany ubiegłego roku, natomiast Lupita Nyong’o zwyciężyła w kategorii najlepszej aktorki drugoplanowej. Dla obojga statuetki były pierwszymi w ich karierze. Czy ostatnimi – to się dopiero okaże.

Mimo że „Zniewolony” został w tym roku naprawdę doceniony, to największy triumf na gali oscarowej święcił inny film – „Grawitacja” Alfonsa Cuarona, z Sandrą Bullock i Georgem Clooneyem w rolach głównych. Produkcja z gatunku science-fiction zdobyła w tym roku aż siedem statuetek na dziesięć nominacji! Film nie pobił wprawdzie rekordu liczby nagród (nie wszedł nawet do pierwszej dziesiątki, w której nadal królują „Titanic”, „Ben Hur” i „Władca Pierścieni: Powrót króla”, mające na koncie po 11 nagród Akademii), mimo to produkcja z pewnością zapisze się w pamięci fanów filmu. To właśnie z Alfonsem Cuaronem Steve McQueen przegrał walkę o nagrodę dla najlepszego reżysera. Do Cuarona należy także druga statuetka, dzielona z Markiem Sangerem, za najlepszy montaż. Najwięcej usłyszeliśmy o doskonałych efektach specjalnych filmu, za które także zdobył on nagrodę, zostawiając w tyle tak głośne produkcje, jak „Hobbit: Pustkowie Smauga” czy „Iron Man 3”. Emmanuel Lubezki został doceniony za najlepsze zdjęcia, natomiast muzyka filmowa pobiła także resztę produkcji, zdobywając nagrody za najlepszą muzykę oryginalną, najlepszy dźwięk i najlepszy montaż dźwięku.

Do trójki najbardziej docenionych filmów na tegorocznej gali zaliczyć można także „Witaj w klubie”, przejmującą produkcję biograficzną, opowiadająca historię Rona Woodroofa, który po informacji o tym, że został zarażony wirusem HIV, zaczyna na własną rękę organizować dostawy leków dla siebie i podobnych mu osób. Docenieni zostali przede wszystkim aktorzy – Matthew McConaughey jako najlepszy aktor pierwszoplanowy oraz Jared Letonajlepszy aktor drugoplanowy. Jako że Leto wciela się w firmie w transwestytę, natomiast McConaughey gra postać wyniszczaną przez chorobę, właściwie nic dziwnego, że trzecia statuetka dla tego filmu została przyznana za najlepszą charakteryzację i fryzury.

Tuż za podium, jeśli chodzi o liczbę statuetek, uplasowały się „Wielki Gatsby” oraz animowana „Kraina lodu”. Oba były nominowane w dwóch kategoriach i oba zdobyły po dwie nagrody. Melodramat z DiCaprio w roli głównej został doceniony za najlepszą scenografię i najlepsze kostiumy. „Kraina lodu” pokonała natomiast pozostałe animacje, zdobywając Oscara za najlepszy długometrażowy film animowany oraz najlepszą piosenkę – „Let it go”, wykonaną przez Idinę Menzel (w polskiej wersji językowej piosenkę “Mam tę moc” śpiewa Katarzyna Łaska). Za najlepszy krótkometrażowy film animowany uznany został „Pan Hublot”.

„Blue Jasmine” w reżyserii Woody’ego Allena, nominowana w pięciu kategoriach, wyróżniona została tylko jedną statuetką – otrzymała ją Cate Blanchett, uznana za najlepszą aktorkę pierwszoplanową. Film „Ona”, melodramat łączący życie wirtualne z rzeczywistym, został wyróżniony jako najlepszy scenariusz oryginalny. Po jednej statuetce otrzymały także: „Wielkie piękno” za najlepszy film nieanglojęzyczny, „O krok od sławy” jako najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny, „The Lady in Number 6” uznany za najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny oraz „Helium” - najlepszy krótkometrażowy film aktorski.

… i najwięksi przegrani

Tam, gdzie są nagrody, oprócz zwycięzców mamy także przegranych. W tym roku wiele mówiło się o Leonardo DiCaprio, który nominowany po raz czwarty – trzykrotnie jako najlepszy aktor pierwszoplanowy za role w “Aviatorze”, “Krwawym diamencie” i obecnie “Wilku z Wall Street”, raz jako najlepszy aktor drugoplanowy za “Co gryzie Gilberta Grape’a” – ponownie musiał obejść się smakiem. Na szczęście DiCaprio nie dopuścił się rękoczynów, co miało miejsce w przypadku Jennifer Lawrence, która próbowała siłą odebrać statuetkę za najlepszą rolę drugoplanową zwyciężczyni Lupicie Nyong’o. Jako że Lawrence jest już posiadaczką jednego Oscara (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie “Poradnik pozytywnego myślenia” z 2012 r.), jej gwałtowna reakcja mogłaby zdziwić publiczność. Mogłaby, gdyby była prawdziwa – walka między paniami była bowiem wyłącznie ciekawą pozą do zdjęcia na czerwonym dywanie.

Film „American Hustle” w reżyserii Davida Russella, z gwiazdorską obsadą, nominowany w aż 10 kategoriach, nie doczekał się niestety ani jednej statuetki. Podobny los spotkał „Kapitana Phillipsa” oraz „Nebraskę”, które nominowane były każdy w sześciu kategoriach, nie otrzymując ani jednej statuetki. Bez nagrody pozostały także wspomniany już „Wilk z Wall Street” (pięć nominacji) oraz „Tajemnica Filomeny” (cztery nominacje).

Co oprócz filmów?

Wręczenie nagród Akademii to nie tylko statuetki dla najlepszych filmowych artystów, ale też cała oscarowa gala, przyciągająca przed ekrany widzów z całego świata. W tym roku także było na co popatrzeć – i to już od pierwszych chwil. Jennifer Lawrence, która potknęła się i upadła podczas odbierania przyznanej jej nagrody w ubiegłym roku, także w tym roku postanowiła zadośćuczynić tradycji. Jej upadek na czerwonym dywanie jeszcze przed rozpoczęciem gali został oczywiście sfotografowany i trafił do sieci.

Kolejną sławną fotografią tegorocznej gali okazała się być tzw. “selfie”, pstryknięta przez Bradleya Coopera. Na fotografii widoczna jest Ellen DeGeneres, aktorka i scenarzystka, która prowadziła całe wydarzenie. Wokół niej ustawili się natomiast m.in. Meryl Streep, Jennifer Lawrence, Brad Pitt, Kevin Spacey, Angelina Jolie oraz sam autor zdjęcia. Wprawdzie odkąd aparaty fotograficzne stały się popularne praktycznie, każdy chociaż raz zrobił sobie tego typu „samodzielną” fotografię, jednakże nie każdy może się pochwalić, że jego zdjęcie pobiło rekord udostępnień na Twitterze. A Bradley Cooper to właśnie osiągnął.

Internet obiegają też zdjęcia aktorów, którym wielką radość sprawiła zamówiona przez prowadzącą… pizza. Skusili się na nią nawet tak wielcy aktorzy, jak Kevin Spacey czy Harrison Ford. Cóż, brak emocji związanych z własnymi nominacjami panowie musieli sobie w jakiś (pyszny) sposób zrekompensować.