Wielu przedsiębiorców i osób planujących karierę w IT zastanawia się, ile zarabia specjalista od cyberbezpieczeństwa. W listopadzie 2025 roku odpowiedź na to pytanie stała się jeszcze bardziej imponująca. Na polskim rynku IT odnotowano kolejne rekordy – widełki wynagrodzeń dla tych ekspertów wzrosły o 5 tys. zł brutto od początku roku. Ten dynamiczny wzrost płac, napędzany przez nowe regulacje prawne takie jak dyrektywa NIS 2, jest bezpośrednią odpowiedzią na rosnące zagrożenia, które czynią z Polski globalny cel numer jeden dla cyberprzestępców.
Polski biznes musi sprostać strategicznym wyzwaniom. Z jednej strony mamy do czynienia z gigantyczną presją płacową, która drenuje budżety operacyjne. Eksperci ds. bezpieczeństwa są obecnie na wagę złota, a licytacja o ich talenty przypomina walkę o zasoby krytyczne. Jednocześnie statystyki zagrożeń są nieubłagane: w pierwszej połowie 2025 roku Polska odpowiadała za aż 6% wszystkich światowych incydentów ransomware, odnotowując wzrost o 126% rok do roku.
Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to konieczność podjęcia odpowiednich działań. Ignorowanie cyberbezpieczeństwa w 2025 roku jest równoznaczne z wystawieniem firmy na paraliż operacyjny i ruinę finansową.
Ile zarabia specjalista od cyberbepieczeństwa - anatomia kosztów i pułapki zatrudnienia
Zgodnie z danymi rynkowymi z listopada 2025 roku koszt pozyskania kompetentnego specjalisty ds. cyberbezpieczeństwa drastycznie wzrósł. Wynika to bezpośrednio z globalnej luki kadrowej (4,8 mln ekspertów na świecie) i lokalnego popytu stymulowanego przez nowe regulacje. Firmy muszą konkurować o pracowników nie tylko z lokalnymi rywalami, ale także z podmiotami zagranicznymi oferującymi pracę zdalną za stawki w euro czy dolarach.
Aktualne stawki rynkowe (mediana górnych widełek – stan na listopad 2025 roku):
- Kontrakt B2B: 30,2 tys. zł netto (+ VAT). Wzrost z poziomu 27 tys. zł na początku roku oznacza, że roczny koszt jednego eksperta na kontrakcie to wydatek rzędu 360–400 tys. zł netto + VAT.
- Umowa o pracę: 20–25 tys. zł brutto miesięcznie. Do tego należy doliczyć tzw. koszty pracodawcy, co winduje realny wydatek firmy do poziomu ponad 30 tys. zł miesięcznie za jeden etat.
Szczegółowy kosztorys i zakres odpowiedzialności
Wysokie wynagrodzenia są efektem rosnących wymagań rynku pracy. Coraz częściej oczekuje się od informatyków specjalistycznej, pogłębionej wiedzy w ściśle określonych obszarach, zamiast szerokiego, ogólnego zakresu kompetencji.
Stanowisko | Widełki płacowe (brutto/netto B2B) | Szczegółowa rola i odpowiedzialność |
Analityk SOC (Junior/Mid) | 8–13 tys. zł | Pierwsza linia obrony. Monitoruje systemy 24/7, odsiewa fałszywe alarmy od realnych zagrożeń. Dzięki niemu firma może reagować na incydenty w czasie rzeczywistym. |
Pentester (Ethical Hacker) | 16–22 tys. zł | Ofensywny ekspert symulujący ataki hakerskie. Jego zadaniem jest znaleźć dziurę w systemie, zanim zrobią to przestępcy. Wymaga drogich certyfikatów (np. OSCP). |
Cloud Security Expert | 20–30 tys. zł | Architekt bezpieczeństwa w chmurze (AWS/Azure/GCP). Kluczowy w dobie migracji systemów do chmury, gdzie błąd konfiguracji może upublicznić całą bazę danych. |
CISO / Manager | 28–45 tys. zł | Dyrektor ds. bezpieczeństwa. Odpowiada za strategię, budżet, zarządzanie ryzykiem i zgodność z prawem (compliance), a także tłumaczy zarządowi ryzyko techniczne na język biznesu. |
Specjalista od cyberbezpieczeństwa, aspekt prawny – ryzyko B2B
Przy zatrudnianiu specjalistów na kontraktach B2B (co jest standardem w IT) przedsiębiorcy muszą zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza jeśli chodzi o następujące kwestie:
- Ukryty stosunek pracy: jeśli CISO ma sztywne godziny pracy, urlopy i podlega służbowo zarządowi, ZUS lub PIP mogą zakwestionować kontrakt B2B, domagając się zapłaty zaległych składek za lata wstecz.
- Prawa autorskie: umowa B2B musi precyzyjnie regulować przeniesienie praw majątkowych do stworzonych procedur, kodu czy konfiguracji. Brak odpowiednich klauzul może oznaczać, że po odejściu specjalisty firma traci prawa do własnych zabezpieczeń.
Nowy rygor prawny: NIS2 i DORA – koniec „miękkiej gry”
Wzrost płac nie jest przypadkowy i nie wynika wyłącznie z inflacji. Jest efektem konieczności dostosowania firm do nowych, rygorystycznych regulacji unijnych, które polski ustawodawca implementuje z pełną surowością. Cyberbezpieczeństwo przestało być kwestią dotyczącą wyłącznie IT, a stało się domeną compliance.
Dyrektywa NIS2 – osobista odpowiedzialność zarządu
Dyrektywa NIS2 to rewolucja, która obejmuje tysiące podmiotów w Polsce, dzieląc je na kluczowe i ważne. Dotyczy to już nie tylko energetyki czy bankowości, ale też produkcji żywności, gospodarki odpadami, firm kurierskich czy dostawców usług cyfrowych.
Dyrektywa wprost wskazuje, że odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo spoczywa na organach zarządzających, które nie mogą zasłaniać się brakiem wiedzy technicznej. Do ich obowiązków należy wdrożenie procedur analizy ryzyka, szyfrowania danych, a przede wszystkim – raportowanie poważnych incydentów do CSIRT w ciągu 24 godzin od wykrycia (tzw. wczesne ostrzeżenie). W przeciwnym razie mogą zostać nałożone:
- sankcje finansowe: kary administracyjne mogą sięgać 10 mln EUR lub 2% globalnego obrotu rocznego przedsiębiorstwa – w zależności od tego, która kwota jest wyższa,
- sankcje osobiste: w skrajnych przypadkach organ nadzorczy może nakazać czasowe zawieszenie członka zarządu w pełnieniu obowiązków (zakaz sprawowania funkcji kierowniczych) do czasu usunięcia nieprawidłowości. To bezprecedensowy środek nacisku na kadrę menedżerską.
Rozporządzenie DORA (sektor finansowy i jego dostawcy)
Obowiązujące od 17 stycznia 2025 roku rozporządzenie DORA (Digital Operational Resilience Act) narzuca drakońskie wymogi dla sektora finansowego. Co istotne, regulacja ta uderza w dostawców IT. W tym przypadku trzeba zwrócić uwagę na następujące kwestie:
- efekt domina: banki i ubezpieczyciele mają obowiązek kontrolować bezpieczeństwo swoich podwykonawców (dostawców chmury, software house’ów, firm serwisowych),
- wymogi: regularne testy penetracyjne (TLPT), zarządzanie ryzykiem ze strony zewnętrznych dostawców ICT oraz pełna operacyjna odporność na awarie, przykładowo małe firmy dostarczające oprogramowanie dla banku muszą spełniać standardy bezpieczeństwa niemal tak wysokie, jak sam bank.
Dylemat MŚP: budować twierdzę czy wynająć ochronę?
Dla sektora MŚP sytuacja wydaje się patowa. Budowa wewnętrznego zespołu Security Operations Center (SOC) w trybie 24/7 wymaga zatrudnienia minimum 5–6 specjalistów (by pokryć zmiany), co generuje koszt rzędu 1,5–2 mln zł rocznie (wynagrodzenia + licencje na oprogramowanie SIEM/SOAR). Raporty Cisco wskazują, że tylko 2% polskich MŚP jest finansowo i operacyjnie gotowych na taki model.
Rozwiązaniem jest outsourcing, ale musi on być przeprowadzony świadomie, by nie wpaść w pułapkę prawną.
Firma może też wykupić usługę monitorowania bezpieczeństwa u zewnętrznego dostawcy (MSSP). Koszt takiej usługi dla średniej firmy to zazwyczaj ułamek kosztów budowy własnego zespołu (np. 10–20 tys. zł miesięcznie).
Decydując się na zewnętrznego dostawcę, przedsiębiorca (jako administrator danych) nadal ponosi odpowiedzialność. Umowa musi zawierać:
- Szczegółowe SLA (Service Level Agreement): nie wystarczy zapis o „reakcji”. Kluczowe są parametry: Time to Detect (czas wykrycia włamania) oraz Time to Respond (czas podjęcia działań). Zgodnie z NIS2 czas na zgłoszenie incydentu jest liczony w godzinach – umowa z dostawcą musi być z tym spójna.
- Lokalizacja danych: miejsce, gdzie będą trafiać logi z systemów danego przedsiębiorstwa, a także określenie, czy będą one analizowane w Polsce, czy wysyłane do zagranicznego centrum, np. w Indiach lub USA – ma to kluczowe znaczenie dla zgodności z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (dalej: RODO) i przepisami o ochronie danych wrażliwych.
- Klauzule „Exit Plan”: unormowane kwestie, co się stanie, gdy dostawca zbankrutuje lub przedsiębiorca zechce go zmienić – umowa musi gwarantować zwrot danych i logów w formacie umożliwiającym ich przeniesienie.
Jak zabezpieczyć firmę zgodnie z prawem?
Nawet przy ograniczonym budżecie firma ma obowiązek dochowania tzw. należytej staranności w zabezpieczaniu danych, co wynika z RODO i Ustawy z 15 września 2000 roku – Kodeks spółek handlowych. Brak budżetu nie jest okolicznością łagodzącą w sądzie. Wśród działań o wysokim zwrocie z inwestycji, które realnie podnoszą poziom bezpieczeństwa, można wymienić:
- Wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA):
- To absolutna podstawa. Wdrożenie MFA (np. kod SMS, aplikacja Authenticator) w poczcie e-mail, systemach VPN i dostępie do chmury eliminuje ponad 90% ataków opartych na kradzieży haseł, Często to rozwiązanie jest wbudowane w pakiety biurowe, co pozwala ograniczyć wydatki.
- Polityka backupów 3-2-1 (z ochroną przed ransomware):
- Zasada: trzy kopie danych, na dwóch różnych nośnikach, z czego jedna lokalizacja offline (odcięta od sieci).
- Ma to szczególne znaczenie, ponieważ nowoczesne ransomware potrafi zaszyfrować również podłączone dyski z kopiami zapasowymi. Kopia „offline” (np. taśmy, odłączane dyski) to często jedyny ratunek przed zapłaceniem okupu. Jest to też kluczowy dowód wdrożenia planu ciągłości działania (BCP).
- Szkolenia pracowników i testy phishingowe:
- Najsłabszym ogniwem jest człowiek (tylko 19% pracowników rozumie pojęcie ransomware, a wiele osób daje się nabrać na fałszywe faktury).
- Samo szkolenie teoretyczne to za mało. Firma powinna przeprowadzać kontrolowane testy phishingowe, by weryfikować czujność personelu. Jest to potężny argument obronny w przypadku kontroli Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
- Legalne oprogramowanie i shadow IT:
- Korzystanie z nielegalnego oprogramowania to ryzyko karne (art. 278 § 2 Ustawy z 6 czerwca 1997 roku – Kodeks karny), ale też techniczne – cracki często zawierają złośliwe oprogramowanie (backdoory).
- Należy zwalczać zjawisko shadow IT, czyli używania przez pracowników prywatnych narzędzi (np. darmowych dysków w chmurze) do przesyłania firmowych danych, co jest prostą drogą do wycieku.
Podsumowanie
Rok 2025 zdefiniował cyberbezpieczeństwo na nowo. Nie jest to już opcjonalny dodatek techniczny, którym zajmuje się informatyk w serwerowni, ale prawny i biznesowy fundament działalności, za który osobiście odpowiada prezes.
Przedsiębiorca stoi przed trudnym wyborem: płacić wysokie stawki rynkowe ekspertom (powyżej 30 tys. zł miesięcznie), zainwestować w profesjonalny outsourcing, albo ryzykować paraliż firmy, utratę reputacji i kary administracyjne mogące zrujnować dorobek lat. Ponieważ Polska znajduje się na celowniku globalnych grup przestępczych, bierność i liczenie na szczęście jest strategią najkosztowniejszą z możliwych. Inwestycja w bezpieczeństwo w 2025 roku to de facto polisa na życie dla firmy.