Dzisiejszy rynek jest tak przesycony, że jedynie firmy stawiające na rozwój są w stanie przetrwać. Inwestowanie w nowe technologie, mimo że ryzykowne, może dać dużą przewagę. Samochód elektryczny został wprowadzony do obrotu lata temu, jednakże dopiero teraz zyskuje większy sens dla przedsiębiorców. Nie jest to już jedynie rozwiązanie dla zamożnych gadżeciarzy lub świadomych ekologicznie konsumentów. Dziś stanowi realną alternatywę dla auta spalinowego. Oprócz oszczędności na paliwie przedsiębiorca może korzystać również z preferencji podatkowych, a do tego otworem stają pasy dla autobusów oraz darmowe miejsca postojowe w centrach miast. Czy jednak równoważy to jego cenę oraz koszty eksploatacji? Sprawdźmy, czy samochód elektryczny w firmie jest w stanie dać przedsiębiorcy realną przewagę i oszczędności.
Samochód elektryczny – na pewno nie na długie trasy
Ekspansja pojazdów elektrycznych trwa w najlepsze. Mercedes-Benz zapowiedział, że do 2035 roku całkowicie przejdzie na produkcję aut elektrycznych. Volvo to przebiło i planuje taki krok już w 2030 roku. Działania producentów samochodów oraz aktywistów środowiskowych odnoszą sukcesy, szczególnie w państwach rozwiniętych. Dla przykładu w Norwegii niemal 80% nowo zarejestrowanych samochodów w 2025 roku to pojazdy w pełni elektryczne. Dla Danii ten wskaźnik wynosi 50%. W Polsce aktualnie to jedynie 8%, chociaż trend jest zwyżkowy.
Idea wydaje się słuszna, trochę gorzej wygląda już wykonanie. Baterie elektryków nie pozwalają na komfortowe pokonywanie długich tras – ich średni zasięg to zaledwie 300 km (mimo deklaracji producentów mówiących nawet o 800 km), gdzie dla auta spalinowego to około 700-1000 km. Problematyczne jest również ładowanie pojazdów – trwa to strasznie długo, a planowanie podróży z koniecznością uwzględniania stacji ładowania to koszmar. Szacuje się, że na każde 1000 km trzeba doliczyć 1,5-2 godziny spędzone na ładowaniu akumulatorów (o ile takie są na trasie).
Załóżmy jednak, że przedsiębiorca nie planuje jeździć firmowym samochodem eklektycznym na wakacje i wszystkie sprawy biznesowe jest w stanie załatwić w obrębie jednego województwa. W takim wypadku wybór auta na baterie nie wydaje się już tak kuriozalny. Ładowanie odbywa się w nocy, następnie podróż do biura, do klientów i powrót do domu, a potem znowu stacja ładująca. Taki schemat korzystania z elektryka wydaje się całkiem sensowny, szczególnie jeżeli przedsiębiorca ma zamontowane panele fotowoltaiczne.
Samochód elektryczny w firmie – dwa auta spalinowe w cenie jednego elektryka
Ponarzekaliśmy na komfort podróżowania elektrykiem na długich trasach. Teraz czas przejść do kosztów zakupu i eksploatacji pojazdu. Na wielu stronach internetowych możemy znaleźć teksty twierdzące, że samochód elektryczny to znacznie niższe koszty eksploatacyjne, ubezpieczenia oraz utrzymania. Jak pisze jeden z całkiem dużych portali motoryzacyjnych: „Całkowity koszt posiadania samochodu elektrycznego – wraz z wydatkiem na zakup – jest w stanie wyrównać się z kosztami posiadania tradycyjnego samochodu nawet w ciągu niecałego roku eksploatacji”. Cóż, sprawdziliśmy, jak rzeczywiście wyglądają wydatki związane z użytkowaniem elektryka, i nie jest to takie kolorowe.
Przede wszystkim cena zakupu auta. Samochody elektryczne są drogie – o wiele droższe niż ich spalinowe odpowiedniki. Żeby nie być gołosłownym, porównanie cen najczęściej kupowanych pojazdów w Polsce w 2024 i 2025 roku prezentuje się w następujący sposób:
samochód spalinowy – Toyota Corolla – 89 900 zł (wersja podstawowa),
samochód elektryczny – Tesla model Y – 204 990 zł (wersja podstawowa).
Widzimy tutaj przeszło dwukrotnie wyższą cenę. Oczywiście w pojeździe Tesli możemy liczyć na lepszą jakość materiałów użytych do produkcji auta oraz bardziej zaawansowane systemy jazdy.
Sprawdźmy zatem, jak wygląda to w przypadku modeli „bliźniaczych” albo zbliżonych do siebie pod względem wielkości, wygody i wyposażenia. Popularny samochód miejski – Opel Corsa zaczyna się od 77 200 zł, z kolei jego odmiana elektryczna Opel Corsa Elctric Yes to już 129 000 zł. Przechodząc o półkę wyżej, czyli porównując SUV-y – Skodę Kamiq kupimy już za około 90 000 zł, w przypadku Skody Enyaq to już 190 000 zł. Nie można porównywać tych samochodów jeden do jednego, jednakże pokazuje to pewną prawidłowość, tj. wysokie różnice w cenach aut spalinowych i elektrycznych.
Co z kosztami eksploatacji, serwisowania i ubezpieczenia?
Przejdźmy do kosztów związanych z użytkowaniem pojazdu. Jako pierwsze sprawdźmy wydatki związane z przeglądami i serwisowaniem. Z racji tego, że elektryki mają mniej ruchomych części, nie wymagają wymiany oleju i filtrów, ich przeglądy w ASO są nieco tańsze, chociaż w wielu wypadkach cena dla obu rodzajów aut jest taka sama.
Co z serwisem? Mniej elementów tworzących elektryka sprawia, że teoretycznie samochód rzadziej się psuje. Jeżeli jednak konieczne będzie naprawienie elementów układu napędowego, systemów wspomagania kierowcy czy wymiana akumulatora, należy przygotować się na wydatek rzędu kilku tysięcy zł, a przy baterii nawet 50 tys. zł.
Nie inaczej jest z ubezpieczeniem. „Standardowa” polisa OC i AC elektryków także jest droższa. Z czego to wynika? Otóż auta na prąd kosztują więcej niż te spalinowe, co bezpośrednio wpływa na wysokość autocasco (przy OC raczej nie ma to wpływu). Ubezpieczyciele biorą także pod uwagę koszty ewentualnych napraw, a dla elektryków mogą być one wyższe ze względu na specyfikę technologii oraz możliwość konieczności wymiany baterii. Może wydawać się to nieco śmieszne, ale na wzrost ceny ubezpieczenia ma wpływ również cicha jazda pojazdów elektrycznych – zwiększa to bowiem ryzyko potrącenia pieszych, którzy nie słyszą przejeżdżającego w pobliżu pojazdu.
Samochód elektryczny w firmie – jazda na prąd jest tańsza
W końcu trafiamy na temat, który stawia eklektyki w lepszym świetle niż pojazdy spalinowe. Chodzi oczywiście o ceny energii. Te potrafią być nawet 3 razy tańsze. Jest to naprawdę duża różnica, biorąc pod uwagę fakt, że firmowe samochody biją rekordy w rocznych przebiegach.
Przykład 1.
Średnia wielkość akumulatora w samochodach elektrycznych wynosi 65 kWh (ale są również takie o pojemności powyżej 100 kWh). Aktualna cena 1 kWh prądu (taryfa domowa) to 0,62 zł brutto. Możemy zatem przyjąć, że naładowanie baterii od 0 do 100% będzie kosztowało 40,30 zł. Wybierając stację komercyjną, np. Orlen Charge, najtańsza opcja (najwolniejsza) to 1,30 zł za 1 kWh, co przekłada się na 84,50 zł. Szybkie ładowanie to już 2,69 za 1 kWh, a zatem za „pełny bak” przyjdzie wydać 174,85 zł.
Akumulator 65 kWh przy optymalnych warunkach przejedzie około 350 km. Przy ładowaniu baterii w przydomowym garażu za 100 km przedsiębiorca zapłaci 11,50 zł. Korzystając ze stacji ładujących, będzie to już 24,14 zł (wolne ładowanie) oraz 49,95 zł.
Porównajmy to z samochodem spalinowym, dla którego przyjmiemy średnie spalanie na poziomie 6,5 l na 100 km. Przy obecnych cenach – 5,90 zł za litr benzyny 95 – daje to nam 38,35 zł za przejechanie 100 km. Jest to ponad 3 razy drożej niż przy ładowaniu elektryka w domu oraz niemal dwukrotnie drożej niż przy najtańszej opcji ładowania na stacji komercyjnej.
A teraz wyliczmy, na jakie oszczędności może liczyć przedsiębiorca posiadający samochód elektryczny w firmie w ciągu roku, przyjmując, że pokonuje on w tym czasie około 20 tys. km:
- samochód spalinowy: 7670 zł rocznie,
- samochód elektryczny ładowany w domu: 2300 zł rocznie,
- samochód elektryczny ładowany na stacji: 4828 zł oraz 9990 zł rocznie.
Jeżeli przedsiębiorca uzbroi się dodatkowo w panele fotowoltaiczne, można śmiało stwierdzić, że będzie jeździł całkowicie za darmo. Wypada również wspomnieć, że istnieje możliwość wybrania u dostawcy prądu tzw. taryfy dwustrefowej, dzięki której ceny za energię elektryczną w nocy są niższe niż te standardowe. Tylko czy oszczędność niecałych 8 tys. rocznie wynagrodzi różnicę w cenie, jaka istnieje między autem spalinowym i elektrycznym?
To może chociaż korzyści podatkowe?
To, czym może do siebie przyciągnąć elektryk, jest z całą pewnością wyższy limit odpisów amortyzacyjnych:
- dla aut spalinowych odpisy amortyzacyjne są ograniczone do wartości 150 tys. zł,
- dla aut elektrycznych limit wynosi aż 225 tys. zł.
Oznacza to, że większą część wydatku na zakup można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość modeli elektrycznych oscyluje wokół 200 tys. zł i wyżej, różnica jest znacząca.
Odnośnie do podatku VAT przedsiębiorca nie odczuje tutaj różnicy, obowiązują tutaj takie same zasady jak przy autach spalinowych – przedsiębiorca może odliczyć 50% VAT przy użyciu mieszanym lub 100% przy użytkowaniu wyłącznie firmowym i prowadzeniu ewidencji przebiegu. Jednakże ze względu na wyższą wartość pojazdów elektrycznych można uznać, że kwoty odliczanego VAT są bardziej odczuwalne.
Kolejnym plusem po stronie elektryków jest możliwość skorzystania z dopłat w ramach programu „NaszEauto”, który oferuje dopłaty nawet do 40 tys. zł. Dodatkowo dostępne są dopłaty do leasingu, co czyni finansowanie elektryka nieco bardziej konkurencyjnym wobec klasycznego auta spalinowego.
Przedsiębiorca posiadający samochód na baterie może skorzystać także z licznych preferencji, jak np. zwolnienie z opłat w strefach płatnego parkowania, możliwość poruszania się po buspasach czy też tańsze stawki za abonamenty parkingowe.
Samochód elektryczny w firmie to prestiż
Kwestia oszczędności i ekologiczności auta elektrycznego to temat kontrowersyjny. Oszczędności nie ma, a co do ekologii to śmiało możemy uznać, że w Polsce jeżdżą one głównie na węgiel. Wyprodukowanie akumulatora oraz jego utylizacja również nie należą do najbardziej przyjaznych dla środowiska.
Posiadanie samochodu elektrycznego w firmie daje jednak inne korzyści – prestiż. Elektryk może stanowić element strategii wizerunkowej. Dla wielu osób (potencjalnych klientów) samochód elektryczny jest symbolem innowacyjności i otwartości na nowe technologie. Dzięki temu buduje markę przedsiębiorstwa jako świadomego i nowoczesnego.
Choć napisaliśmy wyżej, że kwestia ekologiczności pojazdów elektrycznych jest sporna, to jednak nie przeszkadza to, aby firma poprzez flotę elektryków postulowała konieczność ograniczania śladu węglowego. W niektórych branżach, a szczególnie w sektorze publicznym, posiadanie niskoemisyjnych samochodów może być dodatkowo punktowane w postępowaniach przetargowych, a to już realna przewaga konkurencyjna.
Czy zatem samochód elektryczny w firmie daje przewagę?
Rozwój elektromobilności w Polsce jest wspierany zarówno przez politykę UE, jak i krajowe programy wsparcia. Coraz częściej w debacie publicznej wspomina się o obowiązkowych udziałach samochodów niskoemisyjnych we flotach publicznych i prywatnych. Producenci aut dodatkowo zarzekają się, że za góra 10 lat nie będzie już możliwości zakupu pojazdu z silnikiem spalinowym. Czy zatem warto już teraz przejść na elektryki?
To zależy. Małe firmy, które nie posiadają tak licznego kapitału, raczej nie będą mogły pozwolić sobie na wymianę floty spalinowej na tę napędzaną prądem. Duże korporacje już od jakiegoś czasu inwestują w niskoemisyjność i dążą do pełnej elektromobilności. Aktualnie zakup elektryka to w dużej mierze zabieg marketingowy i kwestia budowania marki. Jednakże za kilka lat samochody elektryczne zapewne staną się standardem – wymuszonym regulacyjnie i rynkowo. Zatem każdy przedsiębiorca samodzielnie powinien sobie wyliczyć, czy taki zakup mu się opłaca i czy ten rodzaj „prestiżu” coś zmieni w jego firmie.